Strony

piątek, 29 marca 2013

Imagin cz.32

XXXII
Był słoneczny ciepły dzień, Paulina wyszła na spacer, by pójść do sklepu...gdy nagle zaczepiła ją fanka.
f:cześć Paulina
P:cześć
f:mogę zdjęcie?
P:ale Harrego ze mną nie ma..
f:trudno, ale ja chcę z tobą
P:ze mną?
f:tak
P:no to okey
*zrobiły sobie zdjęcie*
f:jesteście z Harrym taką śliczną parą..
P:dziękuję..przepraszam ale się spieszę...
f:to ja przepraszam dzięki za zdjęcie..
*w sklepie*
fanki:ej patrzcie tam jest Paulina!
*w tym momencie zbiegło się dużo fanek wokół niej, że nawet nie mogła niczego z półki wziąć*
f1:możemy fotkę proszę...
f2:gdzie jest Harry? Został w domu?
*zrobił się taki tłok, że wszyscy myśleli że to ktoś sławny...zebrało się paparazzi a fanki dalej krzyczały i zadawały jej pytania, ale w końcu udało jej się wyjść ze sklepu*
*wróciła do domu i poszła do sypialni i położyła się na łóżku*
H:*wszedł do sypialni i usiadł obok niej* kochanie co jest?
P:nie ważne...
H:właśnie widzę...gadaj co się stało??
P:nie ważne powiedziałam!
H:widzę że nie jesteś w humorze
P:a żebyś wiedział!
H: zaraz ci go poprawię *harry zaczął ją gilgotać*
P: przestań! harry dość!
H:wiem że masz gilgotki dlatego albo mi powiesz co się stało albo nie przestanę...a w dodatku wiem gdzie masz czuły punkt!
P:dobra powiem...ale przestań! *darła się na cały dom*
*puk puk*
N: *z za drzwi* ciszej tam!!
H:widzisz co narobiłaś?!
P:ja?? JAA??
H:no chyba nie ja darłem się na cały głos? ale dobra nie ważne mów co się stało?
P:fanki...
H:fanki? co fanki?
P:no oblazły mnie!
H:pokaz gdzie? nie wyglądasz...
P:co?
H:dobra nie chce mi się tego tłumaczyć....
P:no oblazły mnie w sklepie, na ulicy....harry ja tak nie potrafię dłużej...
H:ale jakoś nie przeszkadzało ci to nigdy a nawet kiedyś sama byłaś fankom...
P:tak wiem ale teraz to czuję na własnej skórze...
H:damy radę...razem...nie martw się...załawić ci także ochronę?
P:nie! nie chce ochrony! ja nie jestem sławna...jestem normalna...to ty jesteś sławny!
H:tak...ale teraz ty też...
P:Nie harry...nie rozumiesz...ja nie jestem sławna...
H:no ale to moja wina że fanki uważają że jestem sławna bo jestem z tobą?
P:no chyba nie moja!
H:ty mnie obwiniasz?
P:na to wygląda!
*w pokoju obok*
N: ty przed chwilą to zaciesz a teraz to się wadzą...ja ich nie ogarniam
E: uwierz mi....ja też nie!
N: ej moja matka dzisiaj z Alice do nas przyjeżdża, mówiłem ci?
E:nie nic nie mówiłeś...dlaczego?
N:no to już wiesz...bo ma jakiś wyjazd i nie ma czasu już się nią zajmować...
E:szybko się dowiaduję...a o której?
N:nie wiem nie mówiła ale nie mam zamiaru mieć tutaj takiego chaosu jak oni przyjadą... 
*trzask drzwiami*
P:*weszła do pokoju E i N* ej ja jadę do Polski!
E:co?
H:co?
P:harry spadaj! wkurzasz mnie!
E:czemu chcesz jechać do Polski?
H:no właśnie!
P:powiedziałam ci coś! *skierowała kolejną odpowiedz do Harrego*
H:kochanie pogadajmy jeszcze...
P:nie ma o czym! *poszła się pakować*
*godz później*
E:na prawdę chcesz jechać?
P:tak, muszę sobie coś przemyśleć...no i odwiedzę moją rodzinkę...
E:też chciałam jechać ich odwiedzić ale to dopiero jak Alice trochę podrośnie...
*dzwonek do drzwi*
MN:dzień dobry.
E:dzień dobry mamo....Alice! moja kochana...chodź tu do mnie! *wzięła ją na ręce i mocno przytuliła*
P:daj mi ją na chwilę...chcę się z nią pożegnać..
E:no ale chyba nie na zawsze, co nie?
P:na pewno nie...chodź do cioci *pożegnała się z Alice, chłopakami, przyjaciółkami i pojechała na lotnisko*
*pięć min później*
H:gdzie ona jest!?
W:kto?
H:no Paulina!
Mar: pojechała...
H:gdzie?
Mar:no...
H:nie gadaj że na lotnisko!
Mag:nie powiem ci że pojechała na lotnisko ale właśnie tam pojechała...
H:dzięki za info...*klepnął madzię po ramieniu* cześć słońce *powiedział do Alice, ucałował w czoło i wybiegł z domu*
W:gdybym mu powiedziała że pojechała na lotnisko to by mnie zabił a cb to podziękował...
Mag:ma się ten urok co nie?
Li: ma się...*pocałował ją*
T:ej nie powiedziałam jej, że ma moich pozdrowić o de mnie..
Mar:tina...ty jej możesz esa napisać...
T:a no fakt!
*na lotnisku*
*paulina dostaje sms-a*
Hej, tu Tinka, 
jak będziesz w Polsce 
to pozdrów moją rodzinkę ode mnie.
Miłej podróży -T. :)
*za chwilę drugi sms*
Proszę cię nie odjeżdżaj, 
nie zostawiaj mnie, ja cię kocham ♥ -Harry 
*odpisuje*
Muszę sobie co nie co przemyśleć...
też cię kocham,
ale niestety musimy 
trochę od siebie odpocząć - P.
*kolejny*
Co mam zrobić, żebyś została??
No powiedz...
Kocham cię...rozumiesz 
KOCHAM! 
nie wyobrażam sobie życia bez ciebie!!
*w tym momencie słyszy jak ktoś zaczyna śpiewać http://www.youtube.com/watch?v=jM_UQlJgyN0
odwraca się i widzi Harrego, który śpiewa..."Please don't let me go", podchodzi do niej i widzi że ona płacze, więc całuje ją w czoło*
H:prosze nie zostawiaj mnie...
P:Harry...
H:nie płacz...*otarł jej łzę i klękną przed nią otworzył czerwone pudełko* byłaś zła na mnie przez godzinę...i nie rozmawiałaś ze mną i wiem, ze nie wytrzymałbym dłużej bez ciebie...proszę cię zostań moją żoną..
P:o boże Harry...*jeszcze bardziej się rozkleiła*
H:nie płacz proszę...nie lubię jak płaczesz...
P:ale to są łzy szczęścia..
H:więc się zgadzasz?
P:jasne że się zgadzam... *wziął ją na ręce i pocałował a wszyscy wokoło zaczęli bić brawa*


_____________________________________
mam nadzieję, ze się podoba...komentujcie, plosie.... :)

wtorek, 26 marca 2013

Imagin cz.31

Na samym początku chciałabym złożyć życzenia mojej "fance" haha <żart> z okazji jej urodzin...Happy B-Day! I mam dla Ciebie Sandro właśnie tego imagina...nie będę zmnieniała imienia z Tiny na Sandrę, bo czytający zgłupną, kto to znów? co jest grane? Ale wiedz że to dla cb ;) - życzę miłego czytania ;)
                                  ~~ESTHER~~


XXXI
*rano w łóżku*
Lo: idę coś zjeść!
T:ej to mi też przynieś....
Lo...*wzdechnął*
T: no pliss...
Lo: co chcesz??
T:nie wiem...bądź kreatywny, zrób mi coś dobrego.
Lo: Okey. *puścił oczko*
*10 min. później*
*puk puk*
T: kto tam?
Lo: "SUPERMAAAAANNNN!!!" *z za drzwi*
T:nie potrzeba mi supermena!
Lo:jak to nie?
T:no po prostu!
Lo:czemuu???
T:no bo mam takiego jednego świra....który jest walnięty....ale za to go kocham...
Lo:awww...a ten świr może wejść?
T:no nie wiem...a co??
Lo:no bo tem świr tu też jest no i...no i chciałby wejść...
T:ughh...wejdź ty dziwaku jeden!
Lo:*wszedł* a myślałem że jestem świrem...
T:nie ty zawsze będziesz moim dziwakiem!
Lo; awww...*pocałował ją czule*
T:dobra to co dla mnie przygotowałeś?
Lo:moj specjał...*wyciąga z za pleców* proszę smacznego...
T:żartujesz sobie ze mnie....racja?
Lo:no właśnie...nie a co? czemu? nie podoba ci się? nie smakuje ci taki coś??
T:znaczy się no wiesz....
Lo:nie lubisz prawda?
T:no właśnie...
Lo:jak mogłaś to powiedzieć! marchewki są przepyszne!
T:tak...są ale ja ich nie lubię...
*louis strzelił focha i wyszedł*
Tina się ubrała i zeszła zobaczyć czy lou dalej ma focha, patrzy a tam przygotował jej super śniadanie dla dwóch osób.
T: o boże!
Lo:no w końcu zeszłaś! myślałem że będę musiał cię z tego łożka dzisiaj koparkom wyciagać..
T:ale lou, ty to zrobiłeś??
Lo:tak..to ja..
T:bo wiesz....Estera też rob...
Lo:nie to ja robiłem!
T:aham...
Lo:to proszę usiąść...*odsunął krzesło*
T:oj jaki dzentelmen...
Lo:czyli zmnienisz wkońcu tego dziwaka?
T:niestety nie...ale możesz starać się dalej...
Lo:staram się....
T:a tak właśnie, czemu się tak starasz.? ty coś tu jest nie tak!
Lo:nie żartuj!
T:co?? coś się stało??
Lo:zapomniałaś?
T:zapomniałam o czym??
Lo:jak mogłaś!
T:ale o czym niby zapo.........o kuuuurdeeee!!!
Lo:no właśnie!
T:DENTYSTA!!!! dzięki że przypomniałeś...lecę....*wybiegła szybko*
Lo:COOO??? mi chodziło o naszą 2 rocznicę!! *ale już nie słyszała*
*z perspektywy louisa*
Jak mogła zapomnieć o ważnym dla nas dniu? Na serio czy to ja już jestem jakimś....no nie wiem...jak ona znów mnie tam nazywa...aha dziwakiem? Nie wiem ale smutno mi się bardzo zrobiło.
Z: wy dzisiaj macie drugą rocznicę? *schodził ze schodów*
Lo:*zamyślony* ymm...jeszcze raz co?
Z:mówiłem że dzisiaj macie 2 rocznicę tak?
Lo:a ty skąd wiesz?
Z:no wiesz darłeś się na cały dom...
Mar: no właśnie! co się stało?
Lo:tina zapomniała o naszej 2 rocznicy...
Mar: boże to jest Tina....wiesz jaka jest....tej to nie ogarniesz...
Lo:ale myślałem, że chociaż o tym będzie pamiętać...
Mar:pójdę z nią pogadać...
Lo:taaa...mówiła, że idzie do Dentysty!
Mar:dentysty...?? aaaaahaaa...no faktycznie chyba miała iść...to wiesz ja pójdę tam z nią...narazie...
Z:wiesz co??
Lo:taaak...
Z:więc co?
Lo:idziemy zjeść śniadanie...
Z:Lou nie...myślałem o tym że tu mi coś śmierdzi...
Lo:wiesz co mi też tak się zdaje....
E:jak mogłeś...ja ci tu śniadanie robię i dla tiny a ty mówisz że coś śmierdzi?
Lo:ale przy niej się nie przyznawaj że to ty gotowałaś...
E:tak tak..jasne...
Z:nie o to mi chodzi...
Lo:to o co??
Z:dobra nie ważne!
*z perspektywy tiny*
kurde zapomniałam o naszej rocznicy...co teraz? co mu mam kupić? omg nie mam dużo czasu...bo ja wiem co on chce? zrobił mi śniadanie to może też bym mu coś zrobiła....ale co??
Mar:ejj....czekaj!
T:ohh maryśś dobrze że jesteś...bo jest wielka sprawa jaa..
Mar:zapomniałaś o waszej rocznicy i wymigujesz się, że niby idziesz do dentysty ale tak naprawdę idziesz coś kupić louisowi...tak wiem....
T:łał...więc taka wielka to nie jest bo ją ogarnęłaś...no właśnie skąd wiedziałaś??
Mar:no wiesz louis jest załamany że zapomniałaś...ale udało go się wkręcić z tym dentystą więc...masz jeszcze szanse żeby to naprawić i może zdążysz..
T:ale co ja mam mu dać??
Mar:no nie wiem właśnie...
*po całych 2 godzinach szukania prezentu zrezygnowały i wróciły do domu. Tina wchodzi do domu i widzi louisa jedzącego popcorn samego wpatrującego się w telewizor*
T:louuu...*nie odpowiadał* wszystkiego naj z okazji naszej rocznicy.. *dalej nie odpowiadał* no dobra przyznaję się...zapomniałam o naszej rocznicy, bardzo cię przepraszam za to...naprawdę nawet nie wiesz jak bardzo mi wstyd że zapomniałam o tak ważnym dniu jak ten...wymyśliłam to wszystko z dentystą i chciałam ci coś kupić ale tak naprawdę nie wiedziałam co chcesz...*mówiąc to podchodziła do niego* co potrzebujesz...o czym marzysz...jestem beznadziejną dziewczyną co nawet nie wie co chciałby swój chłopak...
Lo:dalej nie rozumiesz?
T:ale co, bo pogubiłam się...
Lo:nie rozumiesz że ja niczego nie chce...mi wystarczysz tylko ty, ja chciałem tylko ciebie w tym dniu a ty gdzieś pobiegłaś...ale najgorsze było to, że zapomniałaś o tym ważnym dniu...
T:przepraszam...na prawdę...
Lo:nie łatwo wybaczę...
T:to co mam zrobić?
Lo:chodź tu do mnie!!! *usiadła na kanapę, przytuliła się mocno do lou, a on ucałował jej czoło*
T:wszystkiego naj *powiedziała mu do ucha*
Lo:tak właśnie wyobrażałem sobie nasz dzień...leniuchując przed tv jedząc popcorn i się tuląc do siebie...
P:tak....*schodziła z schodów* po prostu pasujecie do siebie...dwa leniuchy jedne!!!
Lo:nie przesadzaj!
P:Estera za ciebie śniadanie dla Tiny przygotowała...
Lo:cicho!!
T:nie martw sie wiedziałam że to zrobiła Estera...ona nie umie gotować a tą potrawę wyczułam ze 100 km.
Lo:czyli nie gniewasz się??
T:Nieeee ty dziwaku!!!


__________________________________________

Mam nadzieję, że się podobało...bardzo proszę o komentarze oraz jeszcze raz składam życzenia naszej jubilatce ;))



niedziela, 10 marca 2013

Imagin cz.30

XXX
*rano*
wszyscy zeszli do kuchni oprócz Nialla i Estery. Liam z Magdą przygotowywali kanapki dla każdego...Tina z Louisem nakrywali do stołu a reszta się im przyglądała. Gdy wszystko było gotowe zeszli śpiochy...
N:co jest do jedzenia? O! kanapki!!
H:nie nie nie! nie dostaniesz!
N:a to niby dlaczego?
H:bo to my tu harujemy a wy śpicie....jak chcesz to sam sobie zrób!
Mag:harujemy? ciekawe kto tu haruje?
H:oj tam, oj tam!
Lo:O nie!
H:co?
Lo:zabiłeś jednorożca!!
H:oj tam oj tam!!
Lo:yyyhh znowu!!!
H:ah spadaj!
N:to co mogę tą kanapkę czy nie?
P:ah weź ją sobie!
N:dzięki!!!
*cisza*
T:my dzisiaj wychodzimy z louisem do kina...
E:znowu na horror? haha
T:nieee....na komedię jak byś chciała wiedzieć....
E:ohhh...zapomniałam że tinka horrorów się boi.
T:wcale że nie!!
E:jak to nie?!
W:dobra cicho! głowa mnie boli!
T:no co wrzeszczysz!?
E:co? ja?! no chyba cię....
Mar:shut up!!
*kolejna cisza*
Lo:dobra my wychodzimy! *po chwili wyszli*
E:no niall my też dzisiaj wychodzimy...
N:co? gdzie? *powiedział z kanapką w buzi*
E:na zakupy...
N:okey...
E:jedz szybciej...
Li:a my z madzią idziemy do biblioteki...
Z:po co?!
Mag:a po co się chodzi do biblioteki?
Z:nie wiem, nigdy tam nie byłem...
Li:to może z nami się tam wybierzesz?
Z:innym razem może...mam już inne plany...*wszyscy popatrzyli na zayna* nie martwcie się...już nigdy nie popełnię takiego błędu.
W:możesz mi chociaż powiedzieć gdzie idziemy?
Z:też idziemy do kina...
W:po co?
Z:a po co się chodzi do kina?
Mag: oooo ja wiem, ja wiem....mogę jej podpowiedzieć?
Z:dawaj!
Mag:idzie się oglądać filmy!
Wszyscy: braaaawooo....no nie wiedzieliśmy...naprawdę?
Mag:tak, ja wiem, mądra jestem!
W:nie mam ochoty na kino!
Z:ale my nie idziemy by tylko zobaczyć sobie film...
W:to po co?
Z:a nie masz takiej ochoty podokuczać tince i louisowi?
W:idę się ubrać!
*pięć min później wychodzą*
Mag:my też już powoli się zbieramy...maria idziesz z nami?
*dzwonek do drzwi, otwiera Niall*
J:hejo stary!
M:no siema Josh!
*w kuchni*
E:no popatrz maryś, josh przyszedł.
*maria przewróciła oczami*
J:hejka *wszedł do kuchni*
Li:siema!
Mag:no hej...ymmm...to my wychodzimy!
E:tak my też...narazie..
*wyszli*
J:gdzie reszta?
Mar:też wyszli...wszyscy sobie poszli...
J:właśnie chciałem ciebie też zaprosić gdzieś, idziemy? kino? restauracja?
Mar:wiesz co? może zostaniemy w domu co? nie chce mi się nigdzie iść...
J:okey...
Mar:mają tu jakieś filmy...zrobię kanapki i będzie ok co?
J:może być!
*maria poszła przygotowywać kanapki a josh szukał jakiegoś filmu*
J:co chcesz obejrzeć? komedię czy jakiś horror....a może romantyczną komedię?
Mar:obojętnie byle jakąś komedię! -krzyczy z kuchni
*po chwili josh przytula marię od tylu szepcząc jej do ucha*
J:to my jesteśmy razem prawda?
Mar:no nie wiem....jesteśmy?
J:jeżeli uznajesz że pocałunek o tym świadczy to chyba tak...
Mar:a był jakiś pocałunek?
J:no nie wiem.....tak dla pewności...*pocałował ją z czułością*
Mar:czyli to....
J:tak *pocałował ją kolejny raz ale z większą namiętnością...posadził ją na blat stołu dalej cmokając w usta*
Mar:jesteś szczęśliwy?
J:z tobą? jak najbardziej!!
*po paru minutach tych wszystkich czułości w końcu poszli oglądać film*
śmiali się ciągle...ale chyba film nie był tak śmieszny jak każdy komentarz Marii do niego...w końcu była jakaś scena miłosna przy której josh popatrzył się na marię...ona zrobiła to samo i kolejny raz zbliżali się do pocałunku*
T:nie no zabiję was!!! *wbiegła trzaskając drzwiami a za nią louis*
Lo:zaczekaj!! *ona biegła po schodach a on za nią*
J:co się znowu stało?! *nikt nie odpowiedział*
*do domu weszli wiki i zayn śmiejąc się* 
Mar:ej no co jest?
Z:o siema Josh! widzę że przeszkadzamy...sorry
W:nie no musimy wam o tym opowiedzieć później! *poszli na górę*
T:dom wariatów! *tina znów schodziła na dół*
Lo:kochanie poczekaj!
T:ah...spadaj!
J:ej ej lou....co jest!?
Lo:bo zayn i wiki....
Mar:zayn i wiki? dobra czyli przesrane!
Lo:właśnie! -wyszedł za tiną
J:może teraz będzie znów spokojnie...
E:no nie wiem czy mieliśmy kupować trzy różne...
N:przynajmniej nie musimy kupować znowu za pare dni....
E:ale....o właśnie...co wy myślicie o tym....kupiliśmy takie trzy śpioszki dla Alice....są ładne? http://hiperogloszenia.pl/x-pl/inz/231/231079-nowe-ubranka-dla-niemowl-A5t-2.jpg
Mar:baaardzo...śliczne...
E:no ale Niall uparł się i chciał jeszcze ten http://www.we-dwoje.pl/p/s/17/17/1/57105/1_ubranka_dla_niemowlat_body_smieszne_napi.jpg
N:bo ten jest super...i przypomina mi louisa...
J:tak jest prześliczny czy możecie...?
E:oh tak...już idziemy....-poszli na górę
Mar:no w końcu...
Li:tam było że ona go zdradziła a on poszedł do innej...
Mag:wcale że nie!!!
Li:tak!
Mag: nie bo to wgl nie było tak!!
Li:to niby jak?
Mag:to on zdradził ją...
Li:nie-e
Mag:ta-ak
Li:nie-e
Mag:a czy my wgl mówimy o tej samej książce?
Li:no nie wiem....a o jakiej mówisz?
Mag:"zakochana miłość"
Li:*wzdychnął*
Mag:co?
Li:a ja mówię o "zakazanej miłości"
J:*odchrząknął*
Mag:co?
Mar:dobra wiesz co? chodź do mojej sypialni...tam jest ciszej. -powiedziała do josha


____________________________________________
mam nadzieję że się podoba i pozdrawiam Sandrę :*

środa, 6 marca 2013

Imagin cz.29

XXIX
Z:wiesz co? -powiedział do wiki
W:nie co?
Z:mam pomysł....ubierz się...
W:przecież jestem...
Z:no ale ciepło..
*pięć min później*
Z:to my wychodzimy-oznajmił
W:ale gdzie?
Li:no właśnie...
Z:ty dowiesz się za chwilę a oni....ah nie ważne, narazie.
*wyszli*
*oczami wiktorii*
ciekawe gdzie mnie wyciąga o tej porze...idziemy jakąś długą uliczką, nie znam tych okolic, gdybym szła tu sama bardzo bym się bała...ale na szczęście idę z Zaynem, przy nim niczego się nie boję. po chwili zaczepia nas jakiś 2 kolesi...
k1:ej patrz jaka ślicznotka...
k2:ty no faktycznie...weźmiemy ją sobie co?
W:ej zayn ja się boję...-przytuliłam się do nigo
Z:nie bój się....czego chcecie, spadać! -krzyknął do nich
k1:my chcemy ją!
Z:hahaha, nie róbcie mi na śmiech...zjeżdzać!
k2:oj...chyba koleś się wkurzył...
Z:i nie chyba tylko na pewno! spadać albo...
k1:albo co? grozisz nam?
Z:tak!
W:zayn nie...chodź lepiej do domu...
Z:czekaj zaraz to załatwię....
w ty momencie zayn podszedł do jednego z nich i zaczął go bić ale z tyłu napadł na niego ten drugi dusząc go od tyłu...nie wiedziałam co zrobić więc szybko dzwoniłam po chłopaków. chciałam pomóc zaynowi ale nie wiedziałam jak...nagle zayn odepchnął tego jedno, że aż upadł na ziemię twarzą...koleś ogarnął się, wstał i podszedł do mnie...złapał mnie za nadgarstki rękoma do tyłu i przyłożył mi do gardła nóż.
k2:stój, stój bo będziesz jej zwłoki zbierał za chwilę!
Z:zostaw ją!! natychmiast!
k2:bo co? tylko się ruszysz i ona...
nie dokończył bo od tyłu dostał łopatą w głowę...obróciłam się a tam niall
Li:nic ci nie jest? *przytulił ją*
W:nie wszystko w porządku
a do drugiego kolesia z kolejnymi łopatami podeszła reszta ale facet zwiał...
Mag:boże nic wam nie jest?
P:co tu się działo?
W:wolę o tym nie mówić...
rozpłakałam się i zabrali nas do domu....
W:wiecie co...pójdę się lepiej położyć...
poszłam na górę do łazienki...obmyłam twarz wodą bo ciągle nie umiałam uwierzyć w to co się stało...usłyszałam dobiegające z dołu głosy..
N:gdzie ją tam zabierałeś? odbiło ci?
J:naraziłeś ją... na sam wiesz co.
Z:wiem...i nie wybaczę sobie tego...nie chciałem...
Li:jak można być tak głupim? zayn dobrze wiesz co w tej okolicy się dzieje...
Z:wiem...
H:kurde to po co ją tam zabierałeś?
Z:nie chciałem tam, to znaczy chciałem iść na skróty, myślałem że jest przy mnie bezpieczna...
Lo:co? na skróty? tam tędy...wiesz co się stało...gadali w wiadomościach...
Z:wiem...
Lo:no więc?
Z;nie wiem....
P:dobra spokojnie...wszystko już jest okej...
H:no a gdyby nie było?
P:nie myślmy już teraz tak...
Mar:dobra za dużo wrażeń jak na jeden dzień... *popatrzyła na josha*
T:macie coś zimnego...*podała im drinki z lodem*
E:może pójdę do niej zajrzeć co u niej...
Z:czekaj, ja to zrobię...
E:okej...
weszłam szybko do sypialni i położyłam się na łóżko...
Z:wszystko okej?
ja tylko mruknęłam
Z:posłuchaj....nie wiem co będzie z naszego związku po tym co się stało...
stanęłam na równe nogi.
W:jak to?
Z:spójrz prawdzie w oczy...nawet przed dwoma gówniarzami nie mogę cię obronić...omal co nie zginęłaś...
W:ale zayn...
Z:nie wiem czy mi wybaczysz...to był głupi błąd że cię zabrałem o tej godzinie w takie miejsce...
W:zayn, proszę nie mówmy o tym...było minęło...już jest okej...
Z:no a gdybyś nie wezwała chłopaków i na czas by nie przyszli nie było by tak różowo....
W:proszę cię...nie zostawiaj mnie...proszę
wtuliłam się mocno w niego...położyliśmy się aż zasnęliśmy....


W:nie...nie proszę....zostaw mnie...AAaaaaaaaaaaaaa!!!
Z:co jest? kochanie obudź się!
W:oh....zayn...miałam straszny sen...
Z:to tylko sen...chodź do mnie...
W:boję się...naprawdę boję się...
Z:nie bój się...je-jesteśmy tutaj wszyscy...nic ci nie grozi...
chciał powiedzieć że jest przy mnie...ale się zawahał....wiedział że nie jest pewien że mnie obroni....chociaż u jego boku dalej  czuję się bezpieczna...