XXXX
Przed drzwiami stał brunet o ciemnych oczach i pięknym uśmiechu.
-Ale mi powitanie -powiedział chłopak
-Co ty tu do jasnej cholery robisz? -Odpowiedziała Maria
-No co, nie przyjechałaś pokazać mi naszego synka w Polsce to przyjechałem do Angli
Chłopak bezczelnie zaczął się wpychać do środka, ale dziewczyna mu nie pozwoliła.
-Nie chcesz mnie wpuścić?
-Nie! -odpowiedziała stanowczo
-Ale mam prawo zobaczyć synka
-Ty nie masz synka!
-Jak to....nie mam?
-Normalnie, najpierw zrobiłeś mi dziecko a później się od nas odwróciłeś....a teraz przyjeżdżasz gdy się dowiadujesz zapewne że jest on wychowywany przy sławach....sorry ale dawno zapomniałam o tobie!
-Nie możesz tego zrobić...
-Owszem mogę! Oraz nie chcę żeby Jimmy wiedział o tobie!
-Nazwałaś go Jimmy?
-Coś ci się nie podoba?
-Niekoniecznie ale....
-Nie obchodzi mnie twoje zdanie i żegnam -dziewczyna zamykała przed nim drzwi ale on uparcie chciał wejść -Spadaj powiedziałam! -krzyknęła
-Co tu jest grane? -zapytał Josh
-Ojjj...widzę, że teraz jesteś z tym gnojkiem -powiedział bezczelnie chłopak
-Zamknij się! On jest o milion razy lepszy od ciebie i przynajmniej pomaga mi z Jimmym i....
-Czekaj ja to załatwię -przerwał jej Josh
Chłopak swoją silną pięścią przywalił mu prosto w twarz.
-To masz za Marię
Uderzył kolejny raz
-To masz za Jimmiego
Uderzył ostatni raz
-A to masz za to że nazwałeś mnie gnojkiem, gnojku!
-Dzięki -odpowiedziała Maria
Niestety nie zauważyli jak chłopak wstał i odwinął się prosto w twarz Josha. To musiało być bardzo bolesne bo chłopak upadł aż na ziemię, ale szybko się podniósł i zaczęła się bójka. Maria szybko pobiegła po resztę chłopców co byli w domu. Oczywiście dziewczyny jako ciekawskie także zeszły na dół, a że madzia miała na rękach Jimmiego to praktycznie tylko to powstrzymało chłopaka od bójki. Maria nie powstrzymywała go i dała zobaczyć mu małego ale pod jednym warunkiem, że nie będzie już nigdy ich nachodził. Po paru minutach chłopak odszedł chyba jako szczęśliwy.
Paulina i Harry w końcu postanowili zrobić ślub nie zważając na to czy Estera i Niall będą na weselu czy nie. W każdym razie pomyśleli że zrobią podwójny ślub razem z Liamem i Madzią. Było im głupio nie wysłać zaproszenia do nich więc postanowili że wyślą. Oczywiście wysyłali rodzinie z Polski no i rodzinie z Anglii. Dzień ślubu już niedługo, więc dziewczyny poszły szukać sukni ślubnych a chłopcy garniturów.
Po paru godzinach męczarni w sklepach dziewczyny znalazły piękne suknie ślubne. Reszta dziewczyn jako drużki kupiły sobie te same sukienki.
Dzień wesela. Przed kościołem są już wszyscy rodzina, przyjaciele no i co by to było gdyby nie było paparazzi...ale gdzie jest Harry?
-Nie widziałaś gdzieś Harrego? -spytała Paulina Wiktorię
-Nie -odpowiedziała
-A ty? -spytała Tinę
-A co ja wszechwiedzący?
-Ty wczoraj leciał "Bruse Wszechmogący", widzieliście? -spytała Madzia
-Nie -odpowiedziały wszystkie
-Szkoda....był super...
-Ja widziałam -powiedziała Estera
Wszystkie dziewczyny się obróciły i z piskiem na nią skoczyły.
-Boże co ty tu robisz? -spytała Wiki
-Skąd masz tą sukienkę? -spytała Tina
-No więc...
-A gdzie jest Alice i Tommy? - przerwała Tina
-No więc...
-A gdzie Niall? -kolejny raz jej przerwała Tina
-NO WIĘC...-krzyknęła- sukienkę dróżki mam od Harrego, on to wszystko uknuł żebyśmy przyjechali, podjechał po nas na lotnisko, dlatego go tu nie było. Alice i Tommy są z Niallem, który właśnie wita się z chłopakami.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę - powiedziała Paulina
-...jak my się stęskniliśmy chciałaś powiedzieć...-poprawiła ją Wiki
-Nooo...-przytaknęła Paulina
Paulina miała taką sukienkę, a Madzia taką . Dróżki wyglądały tak
Ślub się zaczął. Alice sypała kwiatki. Przyrzeczenia i pocałunek. Ślub wyszedł pełen emocji. Później na sali pierwszy taniec. Toast i przemówienie chłopców. Pocałunki. No i noc poślubna w hotelu.
______________________________________________________________
Okey wiem....da re mne! sorka nie wyszedł mi...bo nie mam weny no a chciałam w końcu napisać kolejnego bo długo nie dodawałam....ale wiem że to jest taki suchar i że krótki, że szok.
Nie opisywałam nocy poślubnej wiem...ale nigdy nie byłam i nie jestem w tym dobra....jak się nie podoba to hejtujcie pod dołem... ;)
Aha no i chyba kolejna część to już będzie epilog :( troszeczkę mi smutno że już kończe to opowiadanie ale niestety już w nim nie mogę nic wymyślić, więc zacznę nowego od początku (jeżeli chcecie) ;)
Strony
piątek, 31 maja 2013
sobota, 25 maja 2013
PRZEPRASZAM!
Bardzo was przepraszam za to że już dłuuuugo nie dodałam kolejnej części imaginu, ale na prawdę mam powody.
Po pierwsze nie miałam czasu wymyślić nic, byłam i jestem wciąż zabiegana, w końcu to ostatnia klasa i szczerze chcę już tą szkołę skończyć, atak na prawdę to zostałam w kropce...ale nie martwcie się na pewno dodam niedługo kolejnego.
Po drugie nie mam weny, a ona mi jest najbardziej potrzebna, bo piszę to sercem a nie żeby odklepać i tyle.
Powiedziałam że piszę to sercem, bo tak na prawdę to opowiadanie dla mnie jest ważne z jednego ważniejszego powodu niż One Direction. Oni są na prawdę ważni, bo zawsze TRUE DIRECTIONER ale tak na prawdę to w tym opowiadaniu chodzi o NASZĄ przyjaźń czyli bohaterów. To opowiadanie jest wzorowane na naszych przeżyciach, głupotach i wgl. Pisząc to i niekiedy mi smutno, bo w końcu kończy się NASZA przygoda w szkole i jest mi baaaardzo smutno, że musimy się rozstać, ale mam nadzieję że ta przyjaźń przetrwa wszystko. Bohaterowie w moich imaginach nigdy ICH nie zastąpią, bo nie można zastąpić tej jednej jedynej przyjaźni. Ona jest niezwykła, niezniszczalna!
W ostatnim imaginie było pare szczerych opinii, jestem za nie wdzięczna, ale sama też wiem że nie są pisane zbyt starannie, bo improwizuję wymyślając to wszystko. Wieżę że nie umiecie się połapać w tym bo nie znacie tak dobrze NAS ale MY wiemy o co chodzi, bo tak na prawdę przed tym wszystkim nie było to publikowane, tylko po to żebyśmy mogły się z siebie pośmiać. Ale spróbuję się poprawić, PROMISE! :)
PS. Mam nadzieję, że przygoda z Magdą, Tiną, Pauliną, Wiki, Marią i Esterą nie skończy się za niecałe 2 miesiące i tak skończy się opowiadanie jak nasza przyjaźń tylko będzie trwać jak w opowiadaniu. W tym momencie chciałam troszeczkę nawiązać do kolejnych i końcowej części imaginu. Dziewczyny Kocham was bardzo mocno i powiem szczerze że pisząc to, to się rozpłakałam...
piątek, 10 maja 2013
Imagin cz.39
XXXIX
Dedykacja dla "JA!" Może nie jest ten imagin idealny, wręcz beznadziejny sądzę...to dedykuję go tobie, za to że czytasz i komentujesz moje posty. Choć nie jesteś ze mną od początku ale cię polubiłam :*
____________________________________________________________________
W domu każdy myślał nad jakimś planem...ale do niczego. Nie myśląc dłużej nad tym poszli spać. Natomiast następnego dnia Paulina nie mogła spać.
P:chodź, chociaż pojedziemy ich pożegnać...
Powiedziała do Harrego. On się zgodził i obudzili resztę.
Wszyscy się zgodzili i pojechali na lotnisko. Na miejscu trafili właśnie na nich. Nie trudno znaleźć blond chłopaka idącego z małą dziewczynką i walizką, koło niego dziewczyna z nosidełkiem i również z walizką, a do tego tłum fanek z aparatami.
W:zaczekajcie!!
Krzyknęła wiki, co wzbudziło wielki zachwyt fanek gdy zobaczyły resztę 1D.
Zayn objął wiki, ale ona się wyrwała. Później złapał jej rękę..
W:nie dotykaj mnie do jasnej cholery!
Z:co znowu?
W:mnie to drażni...
Z:ja piernicze...
W:co znowu?
Z:to ja ciebie już dotykać nie mogę?
W:Zayn, mnie to wkurza...
Wkurzony Zayn podszedł się pożegnać najpierw do Estery
E:co jej znowu?
Z:ah...wiesz...okres ma...
W:słyszałam - wrzasknęła
Z:okres ma -powiedział szeptem
W:czy ty na serio myślisz, że jak powiesz szeptem to cię nie usłyszę?
Z:ymmm...
W:nie masz racji - dodała szybko
E:aha...
Z:dobra to trzymajcie się tam ciepło - objął ją i poszedł do Nialla i Alice
W:tylko nie rób żadnych głupot..
E:jaaaa?
W:no właśnie ty...
E:hahaha...
W:będzie mi ciebie brakowało...
W:nie martw się będziemy z powrotem szybciej niż ci się zdaje...
Tak naprawdę wszystko działo się tam tak szybko, że samolot będzie odlatywał już za parę minut.
P:dobra to ja jestem ostatnia...
E:przepraszam....
P:nie no nie ma sprawy...trochę smutno...
E:mi jest na prawdę przykro że nie będzie mnie na najważniejszym dniu twojego życia..
P:choć łzy spływały jej powoli po policzkach dalej z nią rozmawiała - odbijemy to sobie kiedyś...
E:jasne
P:trzymaj się...
E:pa
Zaczęli się oddalać i tak Niall, Estera, Alice i Tommy odlecieli do Polski.
*dwie minuty później*
Lo: dobra odlecieli....idziemy na Pizzę?
wszyscy: taaaaaaaak...
Mar: umieram z głodu...
T:chodźcie idziemy...-Paulina stała w miejscu
H: kochanie, ty nie idziesz?
P:nie....idźcie sobie...
H:co? no nie pójdziemy bez ciebie...
P:daj spokój...nie przejmuj się mną...idź ja nie jestem głodna....pojadę do domu...
H:ja...
P:pojadę taksówką - przerwała mu
H:ale je...
P:tak jestem pewna - ponownie mu przerywając
H:no to okey - poszedł
P:*w myślach* serio? dzięki! super z ciebie facet.
H: *wrócił się* nie zostawię cię....chodź jedziemy do domu, zostaniemy choć na chwilę sami bez tych wariatów
P:dzięki - pocałowała go mocno
Mar: ej nie jedziecie?
H:nieeee....jedźcie bez nas...
T: hahaha....więcej dla nas!
Li: YEAH!!!
*w domu*
Paulina po wejściu zaraz poszła do lodówki i wyciągnęła colę, piła prosto z gwinta. Gdy tak pijąc czuła nie tylko jak połyka zimny sok, lecz także czuła ciepło....tak to był Harry. Zaczął delikatnie całować jej szyję. Ona zaś przestałą pić, odłożyła sok i się odwróciła. Przestał. Popatrzyła w jego zielone tęczówki. Jego oczy świeciły się jak lampki na choince. Po chwili zaczęli całować się namiętniej. Harry posadził ją na blat ciągle całując.
P:zaczekaj....a jak wrócą?
H:nie obchodzi mnie to...
P:jak to?
H:ah....nie wrócą...- nie przestając całować wziął ją na ręce z czego ona zachichotała. Wywalił drzwi łazienki i delikatnie położył ją do wanny. Zaczął puszczać wodę do wanny, choć ona jeszcze była w ciuchach.
P: y, y
H: co?
P:musisz poczekać...
H: że co proszę?
P: to co słyszałeś...
H: nie będę czekał...-prysnął śmiechem
P: będziesz....jeszcze tylko tydzień...
H: NIEEE!!!
P:ależ owszem...
H: NIE! - wskoczył do wanny tak szybko że się nawet nie skapła jak już siedział na przeciwko jej, szybko się zbliżył i całował tak namiętnie że się dała zahipnotyzować i cała się mu oddała.
*pół godź. później*
Drzwi lekko się odchyliły.
T:sorry...jest tu ktoś?
H:ymmm...no, ja jestem...
T:ah to sorry...aha no i Paulina telefon ci przed chwilą dzwonił...-Harry i Paulina zaczęli się na głos śmiać
H: oni nie dają nam spokoju
Wysuszyli się i Harry zszedł na dół, a paulina poszła zobaczyć kto do niej dzwonił.
*w myślach P.*
O f....Estera dzwoniła. Na pewno są już na miejscu. Oddzwoniła.
E:Hallo?
P:no cześć...
E:hej, no jesteśmy na miejscu...
P:to super...
E:tak rozmawiałam z twoją mamą...
P:tak? o czym...
E:pytała się czemu też nie przyjechałaś...
P:a to ona nie wie, że się żenię za 2 tygodnie?
E: no właśnie...
P:co znów?
E:chyba nie przyjedzie, tak samo twoje rodzeństwo....sorry...porozmawiaj z nimi...
P:no ty sobie chyba ze mnie żartujesz?
E:nie...sorry muszę kończyć...pogadamy później na skypie oki?
P:no okey...papapa
*w tym samym czasie w kuchni*
Był tam tylko Louis, Zayn no i doszedł Harry.
Z: i jak?
H:co?
Lo: no nie udawaj...
H: ale o co chodzi...?
Z: no wiesz....ty i Paulina...fajnie było wam tu samym?
H: no BYŁO bo przyszliście...
Lo:sorry, tina musiała do łazienki...
H:to w pizzeri nie było?
Lo: była ale się uparła że chce iść w domu...
T: o czym tu tak gadacie?
Z:o niczym....
Mar: no wgl....słyszałam was...
Lo:co? ale my....
Mar: mówiliście że Tina dziś ślicznie wygląda....prawda?
wszyscy: taaaakkk...to prawda
Lo: mnie to się ona zawsze podoba- przyciągnął ją do siebie i pocałował w czoło
*pukanie do drzwi*
Mar: pójdę otworzyć...- otwiera i mina jej zrzędła- o kurde...
____________________________________________________________
co myślicie?
napiszcie mi co wam się tu najbardziej podobało....a może nic?
piszcie proszę, komentujcie...wiem krótki ale się starałam :))
ostatnio moja wena znikła ale staram się coś tu dodawać :D
Dedykacja dla "JA!" Może nie jest ten imagin idealny, wręcz beznadziejny sądzę...to dedykuję go tobie, za to że czytasz i komentujesz moje posty. Choć nie jesteś ze mną od początku ale cię polubiłam :*
____________________________________________________________________
W domu każdy myślał nad jakimś planem...ale do niczego. Nie myśląc dłużej nad tym poszli spać. Natomiast następnego dnia Paulina nie mogła spać.
P:chodź, chociaż pojedziemy ich pożegnać...
Powiedziała do Harrego. On się zgodził i obudzili resztę.
Wszyscy się zgodzili i pojechali na lotnisko. Na miejscu trafili właśnie na nich. Nie trudno znaleźć blond chłopaka idącego z małą dziewczynką i walizką, koło niego dziewczyna z nosidełkiem i również z walizką, a do tego tłum fanek z aparatami.
W:zaczekajcie!!
Krzyknęła wiki, co wzbudziło wielki zachwyt fanek gdy zobaczyły resztę 1D.
Zayn objął wiki, ale ona się wyrwała. Później złapał jej rękę..
W:nie dotykaj mnie do jasnej cholery!
Z:co znowu?
W:mnie to drażni...
Z:ja piernicze...
W:co znowu?
Z:to ja ciebie już dotykać nie mogę?
W:Zayn, mnie to wkurza...
Wkurzony Zayn podszedł się pożegnać najpierw do Estery
E:co jej znowu?
Z:ah...wiesz...okres ma...
W:słyszałam - wrzasknęła
Z:okres ma -powiedział szeptem
W:czy ty na serio myślisz, że jak powiesz szeptem to cię nie usłyszę?
Z:ymmm...
W:nie masz racji - dodała szybko
E:aha...
Z:dobra to trzymajcie się tam ciepło - objął ją i poszedł do Nialla i Alice
W:tylko nie rób żadnych głupot..
E:jaaaa?
W:no właśnie ty...
E:hahaha...
W:będzie mi ciebie brakowało...
W:nie martw się będziemy z powrotem szybciej niż ci się zdaje...
Tak naprawdę wszystko działo się tam tak szybko, że samolot będzie odlatywał już za parę minut.
P:dobra to ja jestem ostatnia...
E:przepraszam....
P:nie no nie ma sprawy...trochę smutno...
E:mi jest na prawdę przykro że nie będzie mnie na najważniejszym dniu twojego życia..
P:choć łzy spływały jej powoli po policzkach dalej z nią rozmawiała - odbijemy to sobie kiedyś...
E:jasne
P:trzymaj się...
E:pa
Zaczęli się oddalać i tak Niall, Estera, Alice i Tommy odlecieli do Polski.
*dwie minuty później*
Lo: dobra odlecieli....idziemy na Pizzę?
wszyscy: taaaaaaaak...
Mar: umieram z głodu...
T:chodźcie idziemy...-Paulina stała w miejscu
H: kochanie, ty nie idziesz?
P:nie....idźcie sobie...
H:co? no nie pójdziemy bez ciebie...
P:daj spokój...nie przejmuj się mną...idź ja nie jestem głodna....pojadę do domu...
H:ja...
P:pojadę taksówką - przerwała mu
H:ale je...
P:tak jestem pewna - ponownie mu przerywając
H:no to okey - poszedł
P:*w myślach* serio? dzięki! super z ciebie facet.
H: *wrócił się* nie zostawię cię....chodź jedziemy do domu, zostaniemy choć na chwilę sami bez tych wariatów
P:dzięki - pocałowała go mocno
Mar: ej nie jedziecie?
H:nieeee....jedźcie bez nas...
T: hahaha....więcej dla nas!
Li: YEAH!!!
*w domu*
Paulina po wejściu zaraz poszła do lodówki i wyciągnęła colę, piła prosto z gwinta. Gdy tak pijąc czuła nie tylko jak połyka zimny sok, lecz także czuła ciepło....tak to był Harry. Zaczął delikatnie całować jej szyję. Ona zaś przestałą pić, odłożyła sok i się odwróciła. Przestał. Popatrzyła w jego zielone tęczówki. Jego oczy świeciły się jak lampki na choince. Po chwili zaczęli całować się namiętniej. Harry posadził ją na blat ciągle całując.
P:zaczekaj....a jak wrócą?
H:nie obchodzi mnie to...
P:jak to?
H:ah....nie wrócą...- nie przestając całować wziął ją na ręce z czego ona zachichotała. Wywalił drzwi łazienki i delikatnie położył ją do wanny. Zaczął puszczać wodę do wanny, choć ona jeszcze była w ciuchach.
P: y, y
H: co?
P:musisz poczekać...
H: że co proszę?
P: to co słyszałeś...
H: nie będę czekał...-prysnął śmiechem
P: będziesz....jeszcze tylko tydzień...
H: NIEEE!!!
P:ależ owszem...
H: NIE! - wskoczył do wanny tak szybko że się nawet nie skapła jak już siedział na przeciwko jej, szybko się zbliżył i całował tak namiętnie że się dała zahipnotyzować i cała się mu oddała.
*pół godź. później*
Drzwi lekko się odchyliły.
T:sorry...jest tu ktoś?
H:ymmm...no, ja jestem...
T:ah to sorry...aha no i Paulina telefon ci przed chwilą dzwonił...-Harry i Paulina zaczęli się na głos śmiać
H: oni nie dają nam spokoju
Wysuszyli się i Harry zszedł na dół, a paulina poszła zobaczyć kto do niej dzwonił.
*w myślach P.*
O f....Estera dzwoniła. Na pewno są już na miejscu. Oddzwoniła.
E:Hallo?
P:no cześć...
E:hej, no jesteśmy na miejscu...
P:to super...
E:tak rozmawiałam z twoją mamą...
P:tak? o czym...
E:pytała się czemu też nie przyjechałaś...
P:a to ona nie wie, że się żenię za 2 tygodnie?
E: no właśnie...
P:co znów?
E:chyba nie przyjedzie, tak samo twoje rodzeństwo....sorry...porozmawiaj z nimi...
P:no ty sobie chyba ze mnie żartujesz?
E:nie...sorry muszę kończyć...pogadamy później na skypie oki?
P:no okey...papapa
*w tym samym czasie w kuchni*
Był tam tylko Louis, Zayn no i doszedł Harry.
Z: i jak?
H:co?
Lo: no nie udawaj...
H: ale o co chodzi...?
Z: no wiesz....ty i Paulina...fajnie było wam tu samym?
H: no BYŁO bo przyszliście...
Lo:sorry, tina musiała do łazienki...
H:to w pizzeri nie było?
Lo: była ale się uparła że chce iść w domu...
T: o czym tu tak gadacie?
Z:o niczym....
Mar: no wgl....słyszałam was...
Lo:co? ale my....
Mar: mówiliście że Tina dziś ślicznie wygląda....prawda?
wszyscy: taaaakkk...to prawda
Lo: mnie to się ona zawsze podoba- przyciągnął ją do siebie i pocałował w czoło
*pukanie do drzwi*
Mar: pójdę otworzyć...- otwiera i mina jej zrzędła- o kurde...
____________________________________________________________
co myślicie?
napiszcie mi co wam się tu najbardziej podobało....a może nic?
piszcie proszę, komentujcie...wiem krótki ale się starałam :))
ostatnio moja wena znikła ale staram się coś tu dodawać :D
niedziela, 5 maja 2013
SEN #1
Dedykuję go jednej z blogerek m.in. "JA!"
Dziękuję za miłe komentarze i dedyczki w twoim blogu. Jesteś super :**
___________________________________________________________
Jest koncert 1D.
Dziwne pomieszczenie, w którym znajdowała się plaża, piasek no i...scena.
Dziwne było to, że fanki były w morzu...nie zrozumiałam przesłania.
Ja niestety z Paulinom byłam na samym końcu, ale widziałyśmy wszystko dokładnie jakby nikogo przed nami nie było.
Później zza kulis wyszedł Zayn i Louis. Zaczęłyśmy się szczerzyć i podeszłyśmy do nich.
Lo: kto ci się z 1D podoba?
E: wszyscy jesteście super
Lo: dzięki ale wiem, że każda fanka na pewno ma zawsze jakiegoś ulubieńca, prawda?
E: no....mi się podoba Niall
Lo: no on jest taki słodki..
E: no nie? chociaż najpierw podobał mi się Zayn ale on podobał się także Wiki, więc później musiałam wybrać, a że Wiki podobał się Zayn to ja wybrałam Nialla ...
Innymi słowy zaczęłam ględzić jak najęta i zorientowałam się że Louisowi zrobiło się przykro, pomyślałam że to przez to że nie wymieniłam GO jako że mi się też podobał.
On obrócił się i powoli szedł ale ja go wyprzedziłam i szybko dodałam:
E: ale ty jesteś moim....
Lo: Boo Bear (dokończył i wyciągnął ręce)
E: tak ty jesteś moim Boo Bear...
Łzy zaczęły mi do oczu płynąć, mocno się wtuliłam do jego torsu i zauważyłam, że jest bez koszulki, jego ciało było takie gorące, że nie chciałam się oderwać ale niestety w tym momencie się obudziłam. Do dziś czuję to jego ciepło, tą jego twarz, a gdy sobie przypominam ten sen to aż się wzruszam.
_______________________________________________________________
Nie wiem czy wam się spodoba. Opisałam wam mój pierwszy sen. Niestety nie idzie tego tak dobrze opisać jak to się czuje, a tym bardziej, że ja czułam jakby działo się to na prawdę...uwierzcie nigdy nie miałam lepszego snu i gdy sobie o nim przypominam to mam dreszcze...więc życzę wam tak samo niezapomnianych Horanowych, Malikowych, Tomlinsonowych, Paynowych, Stylesowych bądź Direkszonowych snów ;)
piątek, 3 maja 2013
Imagin cz.38
XXXVIII
*pare dni później*
Li: kochanie! *woła z sypialni*
Mag: tak?
Li: chodź tu na chwilę...
Magda wchodzi do sypialni, a Liam siedział na łóżku i pokazuje żeby usiadła obok niego. Tak też zrobiła.
Mag: co chciałeś?
Li: ubierz się ładnie
Mag: a co nie byglądam ładnie?
Li: wyglądasz ale miałem na myśli żebyś się wystroiła bo pójdziemy do restauracji...
Mag: okey.....
Nastała niezręczna cisza, więc madzia dała mu całusa i poszła szukać czegoś ślicznego w szafie. Znalazła TO
Ubrała się i umalowała. Liam był już gotowy i czekał na nią na dole.
Li: wow! wyglądasz ślicznie
Mag: dziękuję, ty też *pocałowała go w policzek*
Wsiedli do samochodu i pojechali do restauracji. Była bardzo elegancka. Liam wiedział jak jej zaimponować, więc odsunął krzesło i pokazał że ma usiąść. On natomiast usiadł obok niej. Nie zamawiając kelner przyniósł duży talerz spagetti oraz czerwone wino. Magda zaczęła mówić czystym brytyjskim akcentem by pasowało do otoczenia, a później się z tego śmiali. Zaczęli jeść no i tak jak zapewne wiecie co się dalej stało.
Jedząc złączyli swoje usta w pocałunku.
Po udanej kolacji wrócili do domu. Liam pociągnął Madzię do pokoju.
Oto co zobaczyła:
Sypialnia była cała w płatkach róż, a łazienka romantycznie oświetlona.
Mag: Liam boże ...
Li: ciii... *zatonął w jej pocałunku*
Posadził ją na łóżku i jeszcze raz zapytał:
Li: kochanie posłuchaj...jednak pomyślałem że tak na koncercie to nie wypadało, no a później ten wypadek, a z tego wszystkiego nawet ci pierścionka nie założyłem. Więc jeszcze raz zapytam, czy *zaśmiał się* zostałabyś moją żoną?
Mag: ohhh...muszę odpowiadać? Wystarczy że zrobię tak *pocałowała go bardzo czule*
Tymczasem Paulina z Harrym przygotowywali się na swoje wesele.
P: po sukienkę pojadę jutro, ty po garnitur też!
H: no..już sobie ciebie widzę w tej sukience..
P:tak? *uradowana*
H: nie! nie mogę sobie jakoś ciebie wyobrazić...
P:no to narazie sobie poczekasz bo dopiero w dzień ślubu mnie zobaczysz..
H:gdzie masz zaproszenia?
P:jeszcze nie wypisałam...czekaj pójdę po długopis...*zeszła na dół jak zwykle wszystko znajdowało się w salonie, jeden wielki burdel, gdyby nie Madzia i Liam nie wiadomo jak by ten dom ciągle na nogach stał* Louis nie widziałeś długopisa?
Z:tam gdzie sobie go dałaś tam go masz...
P:Zayn siedź cicho pytam się Louisa...a wgl to ja go tu zostawiłam, tam gdzie zawsze...
Lo: chodzi ci o ten długopis?
P:tak dzięki...
Lo: a kto powiedział że ja ci go dam?
P:co?
Lo: chce nagrodę...
P:coś ty powiedział....dawaj ten długopis!
Lo: to pierwsze mnie złap...nananananana...
P: oż ty! czekaj sobie!
W:oj ma przesrane...
Z:no coś ty...
W:na serio będziesz widzieć...
T:co tu się dzieje?
W:Paulina goni Louisa...
T:biedaczek... no cóż zrobię mu dzisiaj masaż...
Z: żartujecie sobie tak?
W:no zobacz...
Paulina złapała Louisa, położyła go brzuchem na podłogę, ręce dała mu do tyłu, jak policjant zbrodniarza, i wyrwała mu ten długopis.
Lo: auaa...puść mnie!
P:mówiłam że będziesz tego żałował...
Puściła go poszła na górę...
Lo:to jest wariatka!
T:chodź kochanie...zrobię ci masaż *zabrała go na kanapę*
Z:ej nie wiesz gdzie jest Josh?
W:ummm...chyba zabrał Alice, Marię i Jimmiego na spacer.
Z:nie zauważyłaś że Josh na serio się stara...
W:ale o czym ty mówisz?
Z:no wiesz....myślisz że to coś poważniejszego?
W:nie wiem...wolę się tym nie interesować...ale wyglądają na mega zakochanych...
Z:my też na takich wyglądamy *przybliżył się do niej*
W:tak *pocałowała go w policzek chodź on myślał o czymś więcej*
Z:no co tylko tyle?
W:chce mi się pić...*podeszła do lodówki*
Z:ej no co jest?
W:nie nic...
Z:wszystko okey?
W:tak tak...
Z:no wiesz mi możesz powiedzieć co się dzieje...
W:no wiesz.....
Z:WIKI!
W:ci faceci wczoraj mnie znów zaczepili...
Z: CO? I teraz mi to mówisz...co chcieli?
W: powiedzieli, że WAS znajdą i no wiesz...spuszczą lanie..
Z:a ciebie nic nie zrobili, wszystko okey?
W:tak bo postraszyłam policją no i że jesteście w pobliżu...ale tylko nas upomnieli...
Z:myślę, że chyba załatwimy wam ochroniarzy..
W:nie, no weź...
Z: a co jak zrobią coś wam lub co gorsza dzieciom?
Mar: co znów się dzieje?
W:o hej...
Mar: co znów jest grane?
W:nie nic..
Mar: gadaj...
Z:znów jej grożą...
A: wujek!!
Z:Alice, chodź tu do mnie *wziął ją na ręce* to wy tu sobie pogadajcie, ja idę do naszych nowożeńców *poszedł z Alice do Pauliny i Harrego*
Z:popatrz kto tu jest?
A: Hally!
Z:tak to wujek Harry...i kto tu jest jeszcze?
A:Paulina!
Z:tak...*Zayn usiadł obok Harrego i zaczęła się dyskusja na ten sam temat. W końcu ustalili że kogoś zatrudnią jako ochroniarza*
Cały dzień powoli mijał, gdy do drzwi zapukał Niall. (On wraz z Esterą wrócili do swojego staro-nowego domu, a w tym czasie co ona się jeszcze kurowała po operacji oni zajmowali się Alice)
Lo: Niall?
N: siema..
Lo: coś się stało?
N:nie wszystko jest okey...
Lo: wchodź...
N: ja tylko na chwilę...
*po wejściu do środka wszyscy się zbiegli na dół*
T:co ty tu robisz o tej porze?
P:gdzie Estera?
H: no właśnie...coś się stało?
N:nie posłuchajcie...wszystko jest w porządku naprawdę...chciałem wam powiedzieć że zabieram Alice i wyjeżdżam z Esterą i małym do Polski...
Mag: no właśnie jak się mały będzie nazywać...
N:no właśnie też po to jedziemy do Polski chcemy żeby on był w Polsce chrzczony, Estera trochę żałuje że Alice była tutaj no ale Tommy, bo tak chcemy go nazwać będzie w Polsce, no i zostaniemy tam chwilkę czasu...
P: no a co z naszym ślubem...jest już za tydzień...
Mag: no a nasz też za niedługo...
N: nie wiem...niestety tak postąpiliśmy, przepraszamy, naprawdę...
Mar: no a jakbyście zrobili ślub jednocześnie, no i w Polsce?
T: to nie jest głupi pomysł...
P:tina...ale my już mamy wszystko przygotowane...
T:ile to trwa zadzwonić do księdza że będzie ślub za tydzień...zrobi nieoficjalny...no i nie będzie tyle fanek...
H: no w sumie racja...
N: nie wiem...ale ja bardzo się śpieszę jutro odlatujemy a musimy się spakować...ale z powodu nas nie musicie przekładać ślubu...gdzie jest Alice?
P:na górze... chodź *Paulina poprowadziła Nialla do pokoju, Alice słodko spała. W pewnym momencie Paulina się rozpłakała*
N:co się stało?
P:od małego marzyłyśmy o tym...
N: o czym ty mówisz?
P; zawsze to planowałyśmy z Esterą...wyjazd do Algli, poznanie 1D, ja będę jej druhną na ślubie a ona na moim, ja będę chrzestną jej dzieci, a ona moich...miałyśmy wszystko ustalone, a teraz wszystko się wali...
N: nie wali...wiesz w jakim ona jest teraz stanie...
P: wiem...
N: nie martw się wszystko będzie okey...porozmawiaj z nią...
P: o czym? nie widzisz że to już nie ma sensu? wszystko się zmieniło...my się zmieniliśmy...to już nie jest ta historia którą wymyślałyśmy przed wyjazdem do Anglii...
N: no co ty...
P: czasem zastanawiam się...co by było gdyby...
N: nie gdybaj...
P: gdybyśmy tu nie przyjechały...
N: to na pewno było by nam nudno bez was...nigdy nie poznałbym tak wspaniałych dziewczyn...zrozum tak miało być...a ja się z tego cieszę, a Esterze przejdzie zobaczysz...*puścił jej oczko zabrał Alice na ręce, przechodząc przez próg powiedział Paulinie do ucha "wszystko będzie okey" ... i pojechał*
__________________________________________________________
no to i jest...kolejna część :) nie wiem jak mi wyszła w sumie to na pewno dziwnie bo byłam ciągle zabiegana, no ale już jest mam nadzieję że się podoba :)
KOMENTUJCIE, BARDZO PROSZĘ...bo miło się czyta...ale proszę o szczere komentarze ;)
*pare dni później*
Li: kochanie! *woła z sypialni*
Mag: tak?
Li: chodź tu na chwilę...
Magda wchodzi do sypialni, a Liam siedział na łóżku i pokazuje żeby usiadła obok niego. Tak też zrobiła.
Mag: co chciałeś?
Li: ubierz się ładnie
Mag: a co nie byglądam ładnie?
Li: wyglądasz ale miałem na myśli żebyś się wystroiła bo pójdziemy do restauracji...
Mag: okey.....
Nastała niezręczna cisza, więc madzia dała mu całusa i poszła szukać czegoś ślicznego w szafie. Znalazła TO
Ubrała się i umalowała. Liam był już gotowy i czekał na nią na dole.
Li: wow! wyglądasz ślicznie
Mag: dziękuję, ty też *pocałowała go w policzek*
Wsiedli do samochodu i pojechali do restauracji. Była bardzo elegancka. Liam wiedział jak jej zaimponować, więc odsunął krzesło i pokazał że ma usiąść. On natomiast usiadł obok niej. Nie zamawiając kelner przyniósł duży talerz spagetti oraz czerwone wino. Magda zaczęła mówić czystym brytyjskim akcentem by pasowało do otoczenia, a później się z tego śmiali. Zaczęli jeść no i tak jak zapewne wiecie co się dalej stało.
Jedząc złączyli swoje usta w pocałunku.
Po udanej kolacji wrócili do domu. Liam pociągnął Madzię do pokoju.
Oto co zobaczyła:
Sypialnia była cała w płatkach róż, a łazienka romantycznie oświetlona.
Mag: Liam boże ...
Li: ciii... *zatonął w jej pocałunku*
Posadził ją na łóżku i jeszcze raz zapytał:
Li: kochanie posłuchaj...jednak pomyślałem że tak na koncercie to nie wypadało, no a później ten wypadek, a z tego wszystkiego nawet ci pierścionka nie założyłem. Więc jeszcze raz zapytam, czy *zaśmiał się* zostałabyś moją żoną?
Mag: ohhh...muszę odpowiadać? Wystarczy że zrobię tak *pocałowała go bardzo czule*
Tymczasem Paulina z Harrym przygotowywali się na swoje wesele.
P: po sukienkę pojadę jutro, ty po garnitur też!
H: no..już sobie ciebie widzę w tej sukience..
P:tak? *uradowana*
H: nie! nie mogę sobie jakoś ciebie wyobrazić...
P:no to narazie sobie poczekasz bo dopiero w dzień ślubu mnie zobaczysz..
H:gdzie masz zaproszenia?
P:jeszcze nie wypisałam...czekaj pójdę po długopis...*zeszła na dół jak zwykle wszystko znajdowało się w salonie, jeden wielki burdel, gdyby nie Madzia i Liam nie wiadomo jak by ten dom ciągle na nogach stał* Louis nie widziałeś długopisa?
Z:tam gdzie sobie go dałaś tam go masz...
P:Zayn siedź cicho pytam się Louisa...a wgl to ja go tu zostawiłam, tam gdzie zawsze...
Lo: chodzi ci o ten długopis?
P:tak dzięki...
Lo: a kto powiedział że ja ci go dam?
P:co?
Lo: chce nagrodę...
P:coś ty powiedział....dawaj ten długopis!
Lo: to pierwsze mnie złap...nananananana...
P: oż ty! czekaj sobie!
W:oj ma przesrane...
Z:no coś ty...
W:na serio będziesz widzieć...
T:co tu się dzieje?
W:Paulina goni Louisa...
T:biedaczek... no cóż zrobię mu dzisiaj masaż...
Z: żartujecie sobie tak?
W:no zobacz...
Paulina złapała Louisa, położyła go brzuchem na podłogę, ręce dała mu do tyłu, jak policjant zbrodniarza, i wyrwała mu ten długopis.
Lo: auaa...puść mnie!
P:mówiłam że będziesz tego żałował...
Puściła go poszła na górę...
Lo:to jest wariatka!
T:chodź kochanie...zrobię ci masaż *zabrała go na kanapę*
Z:ej nie wiesz gdzie jest Josh?
W:ummm...chyba zabrał Alice, Marię i Jimmiego na spacer.
Z:nie zauważyłaś że Josh na serio się stara...
W:ale o czym ty mówisz?
Z:no wiesz....myślisz że to coś poważniejszego?
W:nie wiem...wolę się tym nie interesować...ale wyglądają na mega zakochanych...
Z:my też na takich wyglądamy *przybliżył się do niej*
W:tak *pocałowała go w policzek chodź on myślał o czymś więcej*
Z:no co tylko tyle?
W:chce mi się pić...*podeszła do lodówki*
Z:ej no co jest?
W:nie nic...
Z:wszystko okey?
W:tak tak...
Z:no wiesz mi możesz powiedzieć co się dzieje...
W:no wiesz.....
Z:WIKI!
W:ci faceci wczoraj mnie znów zaczepili...
Z: CO? I teraz mi to mówisz...co chcieli?
W: powiedzieli, że WAS znajdą i no wiesz...spuszczą lanie..
Z:a ciebie nic nie zrobili, wszystko okey?
W:tak bo postraszyłam policją no i że jesteście w pobliżu...ale tylko nas upomnieli...
Z:myślę, że chyba załatwimy wam ochroniarzy..
W:nie, no weź...
Z: a co jak zrobią coś wam lub co gorsza dzieciom?
Mar: co znów się dzieje?
W:o hej...
Mar: co znów jest grane?
W:nie nic..
Mar: gadaj...
Z:znów jej grożą...
A: wujek!!
Z:Alice, chodź tu do mnie *wziął ją na ręce* to wy tu sobie pogadajcie, ja idę do naszych nowożeńców *poszedł z Alice do Pauliny i Harrego*
Z:popatrz kto tu jest?
A: Hally!
Z:tak to wujek Harry...i kto tu jest jeszcze?
A:Paulina!
Z:tak...*Zayn usiadł obok Harrego i zaczęła się dyskusja na ten sam temat. W końcu ustalili że kogoś zatrudnią jako ochroniarza*
Cały dzień powoli mijał, gdy do drzwi zapukał Niall. (On wraz z Esterą wrócili do swojego staro-nowego domu, a w tym czasie co ona się jeszcze kurowała po operacji oni zajmowali się Alice)
Lo: Niall?
N: siema..
Lo: coś się stało?
N:nie wszystko jest okey...
Lo: wchodź...
N: ja tylko na chwilę...
*po wejściu do środka wszyscy się zbiegli na dół*
T:co ty tu robisz o tej porze?
P:gdzie Estera?
H: no właśnie...coś się stało?
N:nie posłuchajcie...wszystko jest w porządku naprawdę...chciałem wam powiedzieć że zabieram Alice i wyjeżdżam z Esterą i małym do Polski...
Mag: no właśnie jak się mały będzie nazywać...
N:no właśnie też po to jedziemy do Polski chcemy żeby on był w Polsce chrzczony, Estera trochę żałuje że Alice była tutaj no ale Tommy, bo tak chcemy go nazwać będzie w Polsce, no i zostaniemy tam chwilkę czasu...
P: no a co z naszym ślubem...jest już za tydzień...
Mag: no a nasz też za niedługo...
N: nie wiem...niestety tak postąpiliśmy, przepraszamy, naprawdę...
Mar: no a jakbyście zrobili ślub jednocześnie, no i w Polsce?
T: to nie jest głupi pomysł...
P:tina...ale my już mamy wszystko przygotowane...
T:ile to trwa zadzwonić do księdza że będzie ślub za tydzień...zrobi nieoficjalny...no i nie będzie tyle fanek...
H: no w sumie racja...
N: nie wiem...ale ja bardzo się śpieszę jutro odlatujemy a musimy się spakować...ale z powodu nas nie musicie przekładać ślubu...gdzie jest Alice?
P:na górze... chodź *Paulina poprowadziła Nialla do pokoju, Alice słodko spała. W pewnym momencie Paulina się rozpłakała*
N:co się stało?
P:od małego marzyłyśmy o tym...
N: o czym ty mówisz?
P; zawsze to planowałyśmy z Esterą...wyjazd do Algli, poznanie 1D, ja będę jej druhną na ślubie a ona na moim, ja będę chrzestną jej dzieci, a ona moich...miałyśmy wszystko ustalone, a teraz wszystko się wali...
N: nie wali...wiesz w jakim ona jest teraz stanie...
P: wiem...
N: nie martw się wszystko będzie okey...porozmawiaj z nią...
P: o czym? nie widzisz że to już nie ma sensu? wszystko się zmieniło...my się zmieniliśmy...to już nie jest ta historia którą wymyślałyśmy przed wyjazdem do Anglii...
N: no co ty...
P: czasem zastanawiam się...co by było gdyby...
N: nie gdybaj...
P: gdybyśmy tu nie przyjechały...
N: to na pewno było by nam nudno bez was...nigdy nie poznałbym tak wspaniałych dziewczyn...zrozum tak miało być...a ja się z tego cieszę, a Esterze przejdzie zobaczysz...*puścił jej oczko zabrał Alice na ręce, przechodząc przez próg powiedział Paulinie do ucha "wszystko będzie okey" ... i pojechał*
__________________________________________________________
no to i jest...kolejna część :) nie wiem jak mi wyszła w sumie to na pewno dziwnie bo byłam ciągle zabiegana, no ale już jest mam nadzieję że się podoba :)
KOMENTUJCIE, BARDZO PROSZĘ...bo miło się czyta...ale proszę o szczere komentarze ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

