XXXV
*pare dni później*
*do pokoju Estery wchodzi Paulina*
P:Estera jak się czujesz....co ty robisz?
E:pakuję się...
P:co?
E:to co usłyszałaś...
P:gdzie jedziesz?
E:do Polski...
P:CO?! *wrzasknęła na cały dom*
T:co co się stało *do pokoju wparowała tinka*
P:ona chce jechać do Polski...
T:po co?
E:z rodziną pogadać, się spotkać...nie mogę?
P:no nie za bardzo...
T:no właśnie...nie możesz nas tu zostawiać...*paulina i estera popatrzyły z miną like "wtf"* to znaczy nie możesz bo...właśnie Paulina bo?
P:bo jesteś za bardzo chora...
E:już wszystko jest okey...a po drugie w Polsce też jest doktor...
T:Niall nie byłby zadowolony...
E:w tym momencie Niall mnie mógłby zobaczyć...bo koncertują tam od jutra więc może go zobaczę i resztę też...
P:wiesz co to my może pojedziemy z tobą...
E:nie musicie, dam sobie radę...
P:no ale tak na wszelki wypadek...
Mar:co na wszelki wypadek?
T:jedziemy z Esterą do Polski...
Mar:do Polski? no chyba nie masz zamiaru brać ze sobą Alice a w dodatku jesteś chora...
E:postanowiłam już że biorę ze sobą Alice, bo moi dziadkowie jej nie widzieli, a z resztą moi rodzice już dawno też, w dodatku mam zamiar im powiedzieć o tym co się teraz stało...powinni wiedzieć...no i chcę uwidzieć się z Niallem
Mag:jedziesz do Polski?
E:tak! właśnie to powiedziałam...
W:to ty jedziesz do Polski?
E:wiki, który raz mam powtarzać? tak jadę no ... a teraz przepraszam idę trochę pobiegać...kto ćwiczy?
W:No cholera!
wszyscy: co?!
W:nie nic, spodnie mi spadły...
Mar:dobrze wiedzieć!
*godzinę później Estera wyjeżdża już na lotnisko sama*
*na lotnisku*
P:Estera! Estera! *E. obraca się* CZEKAJ!! CZEKAJ NA NAS!
E:kurde co wy tu robicie?
W:lecimy z tobą...
T:no właśnie...
Mar:nie pozwolimy ci jechać samej z Alice...
T:no właśnie...
Mag:boimy się o ciebie...
T:no właśnie...
E:no i chcecie się spotkać z chłopakami...
T:no właśnie...stop że co?
P:no właaaaaaśnie...gdzie tam...
Mag:że jedziemy z tobą to wcale nie oznacza że chcemy zobaczyć....no dobra masz rację...
*w końcu odlecieli*
*w samolocie*
W:ej paulina...*duga ją z tyłu*
P:co?
W:zamień się!
P:nie!
W:no plis..
P:nie!
W:będę ci sprzątała w pokoju...
P:dobrze wiedzieć...
W:więc się zamieniasz?
P:niech pomyślę...NIE!
W:no proszę...Tina znowu za dużo zjadła...
P:fajnie...
W:plisss...
Mag:zamkniecie się w końcu...
Mar:bożżż....jak kurcze nie wiem co...posadzić tinę i wiki razem to kurde lepiej siedzieć w domu...
*lot jakoś minął aż w końcu byliście w Polsce i pojechaliście do rodziny Estery*
E:boże jak tu się pozmieniało od tych paru lat...
P:ty, wiki patrz....
W:co?
P:wiatrak nam postawili...
W:super!
P:wiki czy ten wiatrak się kręci?
W:no...
P:no że ja, czy no że ni?
W:no że ja...
P:czy no że tak...czy no ze nie?
W:no że tak...
P:ale że co?
W:o czym my już tu wgl mówili? *wszyscy zaczęli się śmiać*
Mar:dobra prosza was, koniec!
W:Ja sie tu zaraz zsikam...
E:no czekaj...u mnie jest ubikacja...no chyba jeszcze stoi...*dzwoni do domu*
W:nie rozśmieszaj mnie, bo zaraz nie wytrzymam...
*otwiera mama Estery*
ME:boże dziewczyny co wy tu robicie?
wszystkie: niespodzianka!
ME :no i to wielka, wchodźcie...
Mag: my tak tylko na chwilę bo sami zaraz jedziemy do naszych rodzin...
ME:no rozumiem...
*były u niej z godzinkę może, dwie i pojechały*
ME:dobra co się stało?
E:a czy coś musiało się stać?
ME:za dobrze cię znam...nie jesteś tak wesoła jak zawsze, co jest?
E:no więc... to jest bardzo poważna sprawa no i nie wiem jak ci to mam powiedzieć...
ME:wal z mostu...
E:mogę umrzeć...
ME:nawet tak nie żartuj...no dobra co jest grane...*estera nie odpowiedziała* to...to nie był żart?
E:ymmm...no nie był...
Dziewczyna wszystko opowiedziała swojej mamie, ona była zszokowana...gdy nagle zadzwonił Niall.
ME:kto dzwoni?
E:Niall...
ME:Niall? no właśnie on tam został?
E:no nie do końca...ma trasę koncertową...może do nas wpadnie ale on sam jeszcze nie wie że tu jestem więc...*odebrała*
Gdy Niall się dowiedział że jest w Polsce i reszta dziewczyn także, postanowił jutro rano przyjechać. Jak obiecał tak też było...przyjechał z chłopakami i wszyscy zjechali się do Estery.
N:boże kochanie!!
E:Niall!! *wziął ją w swoje ramiona i szybko pociągnął do jej pokoju*
N:wow!
E:tak wiem...jak odjeżdżałam to plakaty zostały, kto by pomyślał że was spotkam...a teraz po co mi plakaty? mam ciebie...
N:boję się ciebie stracić...*podszedł do niej i złapał w tali*
E:proszę cię skończ już! nie stracisz rozumiesz...jestem silna...
N:to to akurat wiem ale no...nie zostawiaj mnie...to ja już wolę ciebie od tego dziecka...
E:Niall...ja nie będę usuwała tego dziecka...stanie się co się stać musi...
N:ja wiem...ale, ale czy to już jest 100% pewne że lub ty lub ono?
E:no właśnie nie głuptasku...
N:powiedziałaś mamie?
E:tak...
N:a co ona?
E:co ona? ty się pytasz co ona? całą noc słyszałam ze płakała...
N:myślisz że ja nie?
E:wiem że się szybko wzruszasz...
N:to się nie nazywa wzruszenie ale rozpacz...
E:dobra nie ważne chodźmy tam...
*godz później*
T:ej gdzie jest mój fusio?
Lo:tu jestem!
T:nie ty!
Lo:co?
T:nie ciebie szukam...
Lo:jak to?
T:no nie szukam ciebie...
Lo:czy ty mnie zdradzasz?
T:o tu jest! *pokazała gumkę do włosów* co mówiłeś?
Lo:ymmm....fajną mamy dziś pogodę nieprawdaż?
Każdy z chłopaków poznał Polskę, no i najważniejsze, rodziny dziewcząt. Były tam może 6 kolejnych dni no i w końcu nadszedł czas pożegnania i znów wracały do Londynu. Chłopcy mieli jeszcze niecały miesiąc koncertowania.
*na miejscu, już w domu, nagle*
Mar:Paulina! Szybko!!!
P:co, co się dzieje!?
Mar:chyba mi wody odeszły!
P:COOO?!!
E:spokojnie! Magda dzwoń po karetkę...
Mag:a jaki tu mają numer?
E: no....nw sprawdź w notatniku...
Mar:kurde!! szybko!
T: no ale co ja ci poradzę?
Mar:no nw...wiesz...
Mag:kurcze jestem głodna...
P:ej no chyba nie teraz!
Mag:no co??
W:ja też jestem głodna, że zjadłabym wilka z kopytami!
Wszyscy obczaj na wiki i zaczęli się śmiać. Tymczasem Marii nie było do śmiechu...
Mar:ej ja tu rodzę a wy sobie chyba kanapek nie będziecie robić...
T:nie no spokojnie...Estera z Pauliną pojadą tam z tobą a my tu zostaniemy...
Mar:super, dzięki!
*przyjechała karetka i dziewczyny pojechały*
*tymczasem w domu*
Mag:mniamm...jakie dobre...
W:boże już byłam tak głodna...
T:tak wiki wiemy...nie musisz kończyć...
*10 min później*
W:dobra jedziemy do szpitala?
Mag:ja jeszcze nie zjadłam...
W:bożż...dziocho...jo już zjadła ich 5 a ty dopiero jedna kończysz?
Mag:a masz z tym jakiś problem?
T:wiki ona się delektuje...
W:Tina bądź cicho!
*w szpitalu*
Mar:Estera proszę nie zostawiaj mnie....chodź tam ze mną! *mówi do niej już wieziona na porodówkę*
E:co? ja?
Mar:no proszę...
E:ale...
Mar:proszę...ty już rodziłaś, nie zostawiaj mnie, boję się...
E:no okey...a ty Paulina dzwoń do Josha..
P:okey...
Estera poszła z Marią na porodówkę a Paulina dzwoniła do Josha...on powiedział jej że zaraz wraca do Londynu, ale co z koncertem?Jednak nie wrócił bo miał troszeczkę ważniejsze sprawy, na szczęście dziewczyny zajęły się nią. Maria urodziła cudownego chłopczyka, którego nazwie Jimmy. http://www.tapetus.pl/obrazki/n/125602_maly-chlopczyk-czapeczka-adidasy.jpg
________________________________________________
i jak? taki troszeczkę dłuższy :D
komentujcie :)
Ulala...niesamowity ten rozdział :DD
OdpowiedzUsuńdzięki :)
Usuńsuper :)
OdpowiedzUsuńdzięki xD
UsuńOoo.. uroczo :3 Fantastycznie, chcę więcej!
OdpowiedzUsuńPs. dziękuję za komentarz na moim blogu :p
http://imaginyz1dnew.blogspot.com/
dziękuję ;) i nie ma za co :D
UsuńSuper blog. Fajny imiagin , dodawaj kolejny.
OdpowiedzUsuńPrzyjemnie się czyta ;*
miło mi słyszeć, dziękuję :**
Usuńjest extra!!! dawaj kolejny!!!
OdpowiedzUsuńdzięks, jeszcze nie wiem kiedy dodam nowy...ale już niebawem myślę ;)
Usuńsupcio! kolejny, już nie mogę się doczekać!
OdpowiedzUsuńdzięki ;) będzie niebawem :*
UsuńI hаvе been surfing online mοre than 4 hours toԁay, yet I nevеr founԁ
OdpowiedzUsuńany interеsting artіcle liκe уourѕ.
It is рretty worth enough for mе.
In my opinion, if all sitе ownеrs and bloggeгs mаdе good
content as уou ԁid, the internet wіll be much mогe useful than eνer beforе.
My ωebsіte - gzymsy styropianowe