Strony

niedziela, 21 kwietnia 2013

Imagin cz.37

XXXVII

*później w domu*
Lo:martwię się o nią
T:a może zrobimy jej sałatkę
Lo:dobry pomysł...
Mag:ale ona jeszcze nie wyszła z śpiączki...
T:a ty niby skąd możesz o tym wiedzieć, co?
Mag:bo przy niej jest Niall a on obiecał nam że jak tylko się obudzi to da nam znać...
Lo:aha...
H:boże ja się o nią tak bardzo martwię...
P;spokojnie, ja też...
H:jestem jakby jej bratem....
P:a ja jakby jej siostrą...
T: to robimy jej tą sałatkę czy nie?
Mag:bożż...tina...my się tu przejmujemy a ty.....*chwila zawahania* tak Tina zrobimy tą sałatkę...
T:SUPER! *pobiegła z Louisem do kuchni i naprawdę zaczęli robić sałatkę owocową z dużej ilości bananów, pomarańczy, kiwi i jabłek*

*nagle dzwoni telefon*
   H: hallo
   N:posłuchaj, przekaż im że Estera obudziła się...ale jej stan nie jest zbyt dobry 
*harry usłyszał, że niall łkał*
   H:to co teraz?
   N:jest zmęczona ale jestem teraz przy niej
   H:trzymaj się, zaraz tam będziemy *rozłączył się*

H:uwaga! mam dobrą i złą wiadomość...dobra to taka, że Estera się obudziła, a zła...że jest w złym stanie...zbierajcie się, za 10 minut jedziemy do niej!
T:nie zdążymy zrobić sałatki!
H:trudno, no chyba że się pospieszycie!
P:to ja może zrobię kanapki
Mag:ja ci pomogę
Mar:a ja pójdę pomóc w tej sałatce
Każdy robił coś do zjedzenia, no bo wiadomo Niall siedział głodny a reszta też jeszcze nic nie zjadła, więc pomyśleli, że zrobią niespodziankę i zjedzą tam. Gdy już byli gotowi wsiedli w samochód Louisa i Harrego. Tym razem z Marią został Josh a Alice zabrali ze sobą.
*w tym czasie w szpitalu*

czytając włącz to: http://www.youtube.com/watch?v=8Uw8mIcQJn8

N:boję się o ciebie...nie chcę cię stracić, a widzę, że z tobą jest coraz gorzej...może byśmy to...
E:nie Niall, nie zrobię tego!
N:a co z Alice? co ze mną? chyba nie chcesz nas zostawić co?
E:jasne, że nie chcę...Niall to takie trudne ale proszę cię, nie będę zabijała dziecka, bo ja mam żyć!
N:ja też nie chcę! uwierz, to nie tak miało zabrzmieć, ja po prostu wolałbym *zaczął płakać*
E:Niall, tylko nie to, przestań bo zaraz ja zacznę płakać...
N:ale ja po prostu boję się, że ciebie stracę, a ja tego nie przeżyję...a co z Alice? będzie bez matki? chyba tego nie chcesz...
E:Niall nie karz mi wybierać! stanie się to co się ma stać!
W tym momencie wchodzi cała zgraja krzycząc "niespodzianka", a Niall szybko wyciera łzy.
W:boże my się o ciebie tak martwiliśmy...nie rób tego więcej!
E:spoko.
H:patrz kto z nami przyszedł *miał na rękach Alice*
A:mama *wyciągnęła ręce do Estery*
(Tak, Alice od pewnego czasu zaczęła mówić takie słowa jak mama, tata, wujek, ciocia i jej sławne "selio")
Harry posadził Alice na nogach E.
T:zrobiliśmy sałatkę
P:i kanapki
E;to dobrze, bo już jestem taka głodna..
Zaczęli od sałatki owocowej, jedli wszyscy z jednej dużej miski i rozpoczęli walkę na banany, czyli wyjadali same banany, wyglądało to bardzo śmiesznie. Później Magda dała kanapki. Estera zaczęła jeść ze serem...ale zobaczyła że także zrobiła z czymś innym...
E:co? to tutaj są kanapki z nutellą a ja ze serem wpierniczam!
Wszyscy wpadli w śmiech i powoli zaczęli się zbierać do domu.
Z: Niall jedziesz?
N:nie, zostanę, zaopiekujcie się Alice.
W:ai ai sir! 
*poszli*
E:mogłeś jechać do domu, przecież nie będziesz tu przez całą noc, będziesz zmęczony
N:nie ważne!
*weszła pielęgniarka*
p:przepraszam musimy podać leki, pan doktor powiedział, że to bardzo ważne...
N:tak jasne, już wychodzę.
Po wyjściu pielęgniarki, niall zaczepił ją na korytarzu.
N:przepraszam, co to są za leki?
p: one są bardzo ważne...te leki być może ochronią pańską żonę i dziecko, próbujemy co w naszej mocy, lecz nie możemy tego obiecać, ona nie jest tak silna jaką się uważa...
N:czyli są szanse, że i dziecko i ona przeżyją poród?
p:tak są...ale bardzo minimalne
N:no a to zemdlenie, czego to było skutkiem?
p:proszę pana, niech pan lepiej zaczeka do rana, aż przyjdzie doktor, ja niestety nie za bardzo się na tym znam, lecz tylko powiem, że niech lepiej zostanie pan z nią do końca,
jeżeli wie pan o czym ja mówię.

teraz włącz to: http://www.youtube.com/watch?v=hwPtH-vOeug

Pielęgniarka poszła a niall zaczął płakać jak małe dziecko, usiadł pod drzwiami, się skulił i zakrył twarz rękoma. Bał się co się stanie. Po pewnym czasie wrócił na salę, a Estera już spała. Delikatnie usiadł na łóżku i przeczesywał jej włosy, lekko muskając jej czoło.
N: nie pozwolę ci umrzeć, nie pozwolę *powiedział jej do ucha szepcząc*
E;niall nie martw się tak *powiedziała cicho*
N:nie śpisz?
E:nie, i proszę nie płacz.
N:jak mam nie płakać, jak mogę stracić mój najcenniejszy skarb, możesz mi powiedzieć jak?
E:wszystko będzie okey
N: a jak nie będzie?
E:musisz uwierzyć, że będzie!
Pare dni później Estera miała kolejny "atak". Doktorzy stwierdzili, że żeby ją uratować to została na to ostatnia szansa. Spróbowali operacją, która jest bardzo niebezpieczna. W trakcie jej trwania wszyscy czekali przed salą operacyjną i pocieszali Nialla. Mar i Josh wzięli dzieci do tamtejszej stołówki. Nagle do sali przychodzi więcej pielęgniarek i jeszcze jeden doktor. Nikt nie wiedział co się dzieje. Operacja trwała ponad 2 godz. Nikt jeszcze nie wie jak przebiegła, i czy się udało.
p:kto jest mężem?
N:JA! ja jestem *wstał szybko z miejsca i podbiegł do pielęgniarki*
p:gratuluję, ma pan syna...
N:jak to...
p:musieliśmy zrobić cesarskie cięcie, no więc jest wcześniakiem, teraz będzie w inkubatorze
N:no a co z moją żoną? niech pani powie że przeżyła...
p:na razie żyje, jest w śpiączce...
N:jak to na razie?!
*wszyscy to usłyszeli i zaczęli panikować*
p:niestety pan doktor daje jej małe szanse na przeżycie takiej operacji
Niall otarł łzy które zaczęły spływać mu po policzkach
p:..ale musi pan ciągle wierzyć
Niall poszedł do Estery do sali, usiadł obok niej, złapał ją za rękę lekko ją całując. Zaczął do niej mówić jakby go słuchała. Opowiadał o Alice, co zdarzyło się w domu i że wszyscy czekają aż się obudzi. Cicho zaczął śpiewaćprzy tym lekko łkając:
You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself

Like I  ...
*szybko płożył twarz na pościel i zaczął mocno płakać*

W tym momencie Estera śniła o Niallu - zobacz: http://www.youtube.com/watch?v=0ob-aFvUQAY
Wszystkie wspomnienia z nim związane. Jej serce zaczęło szybciej bić i Niall zauważył to na monitorze. Łza spłynęła z jej oka i lekko otworzyła oczy. Dokończyła słowa pisenki: "...Love you....ohhh..."


_______________________________________________________
Nie wiem czy wam się ten spodobał, dla mnie taki sobie...no ale jest kolejna część.
Co myślicie o zakończeniu?
Większość właśnie tego chciała, więc no....zrobiłam jak sobie życzyliście...
Bardzo dziękuję za komentarze :**
A kolejna część to myślę że dopiero po egzaminach czyli w następny weekend :))
xxx


11 komentarzy:

  1. TO JEST PRZEŚLICZNE!!!!
    AŻ SIĘ POPŁAKAŁAM
    już nie mogę doczekać się kolejnego!
    uwielbiam ten twój blog, no normalnie uwielbiam!!
    <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj myślałam,że będę pierwsza :( Rozdział niesamowity.Przez cb zniknął mi dobry humor.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, dzięki :) uśmiechnij się, przeżyła :D

      Usuń
  3. jest niezły :) już nie mogę doczekać się kolejnego :**

    OdpowiedzUsuń
  4. ja też, super, czekam na następny imagin

    OdpowiedzUsuń
  5. EXTRA! kolejny poproszę ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam wszystko i stwierdzam fakt : TO JEST ZAJEBISTE!!
    No i zapraszam do mnie...Skomentowałaś prolog ale już jest rozdział 1...Jeśli Ci się podoba mój bloog to bardzo bym prosiła dodać go do obserwowanych...Ja twojego dodam <3
    Zależy mi na komentarzach...One dają mi siłę do dalszego pisania:
    http://magia-w-los-angeles.blogspot.com
    Prolog:
    Pewnego jesiennego dnia na świat przychodzi malutka dziewczynka.


    Była śliczna...Violetta i Tom nazwali ją Nadia...Czyli nadzieja.Jej oczka były niezwykłe.Koloru czarnego...Ten mały szkrab miał w sobie coś niezwykłego.Coś czym potrafiło czarować...Nadia zmieniała się bardzo.W wieku 3 latek była słodką istotką.
    Jej rodzina była oczarowana wyglądem malutkiej brunetki...Z czasem ona się zmieniała.Miała w sobie magie o,której tylko ta malutka dziewuszka wiedziała.
    W wieku 5 lat była śliczną dziewczynką.
    Jej kolor oczy był jeszcze bardziej fioletowy.Włosy zmieniły się na blond...Jednak z biegiem czasu zmieniały się na brązowe...Jej oczy nigdy się nie zmieniły...
    Gdy Nadia przekroczyła 17-letni wiek przechodziła fazę...Dia nie jest człowiekiem...To czarodziejka.W nocy ma ona czarne jak kawa oczy.Natomiast rano fioletowe.Nadia nosi soczewki,aby nikt nie dowiedział się o jej pochodzeniu.Los Angeles miasto aniołów...To właśnie w tym mieście są anioły,wampiry,czarodziejki,syreny,wilkołaki,duchy,zjawy...Los Angeles siedziba potworów...Violetta i Tom są czarodziejami mroku...Chcieliby,aby ich córka też taka była.Jednak ona nie jest czarodziejką mroku.Nadia jest niezwykła.Umie czytać w myślach,skradać wspomnienia,mieszać w głowie i zmieniać się w wilka...Potrafi zawładnąć sercem,każdego młodzieńca...Jednak ona nie wie,że jest dobra.Jej rodzice dają jej rozkazy...Jak tylko jakiś "człowiek" wbije do miasta...Nadia wraz ze swoją przyjaciółką Dianą polują na niego...Ten kto wjedzie do miasta staje się taki jak inni albo zostaje ofiarą...Mark to syn przyjaciółki Violetty...Jest on czarodziejem kasyn...Jeśli ktoś mu się spodoba...Robi tak aby wygrał...Oczywiście jeśli chodzi o ludzi...W Los Angeles wszyscy żywią się owocami lub surowym mięsem..Nadia nawet nie może patrzeć na mięso...Ona tylko wypija krew i je owoce.
    Pewnego dnia Nadia dostanie od rodziców pewne zadanie.Musi napaść z Dianą na Londyn i zebrać dużo ofiar..Ponieważ Los Angeles ma coraz mniej mieszkańców...Oczywiście się zgodzi...Nadia nie wie,że spotka nam chłopaka w,którym się zakocha...

    PROSZĘ KOMENTOWAĆ I ZAGLĄDAĆ :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże dziękuję za komentarz....bardzo mnie ucieszył :)
      oczywiście będę zaglądać bo pomysł masz świetny, dziękii :**

      Usuń