Strony

piątek, 25 stycznia 2013

Imagin cz.24

XXIV
Prolog I
*pare lat wstecz*
P:jutro kończymy szkołę!!
W:tak, już nie umiem się doczekać...
E:ja tak samo, co zakładacie na komersie?
W:musimy się dzisiaj spotkać i pokażemy swoje sukienki co?
P:no jasne...
Maria:siema..
W:hejka..
M:widziałyście tinę?
E:a wiesz, że nie...
P:a ja ją chyba widziałam?
M:gdzie?
P:no chyba przed ubikacją...
M:okey dzięki...
*przed ubikacją*
T:dawaj tą dychę albo ci przyłożę *trzymała za ubrania małego chłopca i przyciskała go do ściany*
CH:ale ja nie mam!
T:jak to nie masz? porzecież kupowałeś teraz chipzy, dawaj!!!
CH:ale, ale już nie mam...
T:to dawaj te chipzy....NO JUŻ!!!
M:TINA!
T:co?!
M:weź go nie dręcz!
*puściła go i wystraszyła tupnięciem nogi, zwiał*
M:co ty znowu wyprawiasz?
T:wkurzają mnie tacy, no tacy...
M:okey, ale spoko, jtr kończymy szkołę i już nie będziesz musiała widywać niektóre osoby *w tym momencie popatrzyła na najwredniejszą dziewczynę w szkole, myślała, że jest królową, mogła mieć każdego chłopaka w szkole ale w sobie nie miała ani jednej garstki uczucia*
T:tak to prawda....
madzia:siemka...
Maria:hejka...
W,P,E :czeeeeść!
T,M,M:heeej...
wszystkie: szósteczki, szósteczki, szósteczki! NIEROZŁĄCZNE! For Ever And Ever!
E:jak ja nie mogę się doczekać końca szkoły...
P:....i komersu....
W:a co najważniejsze....
wszystkie: ....WYJAZDU Z TEJ DZIURY!!!
Maria: no więc...
T:co znowu?
M:ah....nie ważne, może dzisiaj się spotkamy i pogadamy co?
P:no miałyśmy już takie plany...przynieście swoje sukienki...
E:to moe u mnie co?
W:jasne....
E:a twoja mama pozwoli ci przyjść dzisiaj...bo może zostaniecie zaraz u mnie na noc... :D
W:paulina rąbnij ja..
E:nie próbuj!!
P:ja nie krzywdze, jasne wiki? *wszystkie w śmiech*
*wieczorem*
E:okey, to gadaj....o co ci chodziło z tym 'no więc'...?
M:no więc....
E:gadaj!
M:okey! no bo mam chłopaka i tak myślałam, że chyba go tu nie zostawię....
P:że co? bije ci to tylko wyjazd na pare miesięcy...przecież z nim nie zrywasz...
M:no tak...ale ja go za bardzo kocham, niestety nie jadę z wami, gadałam już z nim na ten temat, po prostu boję się, że mnie zostawi...
madzia:to co z twoim biletem?
T:walić bilet to my w 4 pojedziemy? już nie bedzie szósteczek ani nawet piśteczek...
M:dlatego postanowiłam ten bilet dać madzi
madzia: co? nie ja nigdzie nie jadę...mówiłam wam, muszę zostać tu, w polsce...
*w samolocie*
M:nie wierzę że dałam wam się namówić!
E:bedziesz jeszcze nam wdzieczna...
T;ej kiedy podają nam jedzenie...
W:cicho! 
T:no co jestem głodna...
P:boże...przepraszam *zwraca się do stewardessy* kidy bedzie podawane jedzenie?
S:tak za pare minut..
T:oh to dobrze!!! Umieram z głodu!
P:dziękuję!
W:zachowuj się! 
T:nie pouczaj mnie!
M:ej bo was ze samolotu wywalę!!
E:czaicie to, za pare godzin jesteśmy w Londynie!! A co to oznacza?!
M:zakupy!?
E:NIE........SZUKAMY 1D!!!
W:Taaaakkkk....
T:cicho!!!
W:ah siedz cicho!
wszystkie w śmiech
*na miejscu*
M:to co szukamy hotelu, gdzie on może być?
E:ymm...może użyjemy mojej nawigacji?
T:wziełaś ze sobą nawigacje...
E:a co? Tina masz z tym jakiś problem!?
T:ymm...nie tak, tak się tylko pytam....ale może najpierw pójdziemy coś zjeść?
W:kurde, dopiero co jadłaś! jesteś gorsza niż...niż....niż Niall!
E:coś ty powiedziała? Paulina słyszałaś?
P:jak śmiałaś wyzwać to imię?
W:haha...
E:ciebie jest do śmiechu....a tak wgl to skąd ty wiesz ile on je...?
W:przeczytałam...haha
P:taaaaaa jasneee....
M:dobra ej słuchajcie, idziemy do hotelu, dzieki estery nawigacji...
E:no tina dzięki MOJEJ nawigacji....
M:....i idziemy później coś zjeść do mc'a
*w hotelu*
M:ymmm....dzień dobry....rezerwacja na K........
R:oh tak....pokój pięcio osobowy...
M:tak
R:nr.269
M:dziękuję...
R:miłego pobytu...
P:okey madzia już wraca...
M:ej obczaicie to, mamy nr.269
wszystkie:haha, to jakieś przeznaczenie! FUKS STAWIASZ MI KOLĘ, FUKS STA{...}
*w pokoju*
E:ja śpię tu...
P:a ja obok ciebie i wiki...
M:a ja obok ery i Pauliny...
T:a ja obok wiki i madzi.......dobra rozłożone idziemy jeść?
W:dobra chodźcie....bo jeszcze z głodu nam zemdleje...
T:ej no....
*w McDonaldzie*
E:tina idziesz zamawiać? to ja chcę BigMc'a z frytkami i cola
M:a mi weś....może chickenburgera i frytki i cola...
P:mi to samo co estera...
W:a mi...może kurczaczki...
T:ej no....sami se idźcie...
E:no weź tak bardzo chciałaś jeść, idź!
T:hmmm....ja zawsze chodzę...
M:no no właśnie to ty już masz wprawę...
E:tina nie bądź taka, idź!
T:to co to jeszcze raz....
(mówią od początku wszystko)
T:no i znowu ja...
P:potem się rozliczymy...
*dzwoni tel*
E:to Maria...
M:odbierz...
E:halo?
maria:no hejka....jak tam?
W:tu jest wspaniale...ŻAŁUJ!
maria:no na pewno, już żałuję...gdzie teraz jesteście, w hotelu?
P:nie, w mc'u
maria:a tina gdzie?
E:znów nam szła zamówić...
maria:poszła?
E:po dłuuuugim przekonywaniu tak...
maria:ah...ona jest the best...
T:dobra macie wszystko....nie wiem jak to się na polskie przelicza więc madzia ty to zrób...
maria;cześć tina!
T:maria? cześć!
maria:jak tam? co sobie zamówiłaś?
T:ah, fajnie...ciastko, shake'a, no i hamburgera z frytkami...
maria:aż tak głodna jesteś?
E:wiesz co, to chyba ta strefa czasowa, o godzinę ją do tyłu cofa je i je bez końca...
wszystkie w śmiech...
maria:okey....zadzwonie znów innym razem...trzymajcie się...papa
wszystkie:papa...
*pół godziny później*
E:tina wyrzucisz to?
T:ja już zamawiałam....
E:no wiem...ale ty zawsze wyrzucasz to.....tak fajnie....
T:dobra...
E:a ten paragon też wyrzucisz?
T:no....a co zbierasz je?
E:a masz z tym jakiś problem?
T:ymmm....nie, chyba nie... *skrępowana*
*wszystkie w śmiech*
E:i dobrze...haha
*w hotelu*
W:dobra musimy iść spać jak, wiecie jakie mamy plany na jtr...
M;a tak wgl to ja też zmęczona jestem...
E:a ja nie...dobra idzcie spać a ja idę się przewietrzyć...
P:mam iść z tobą?
E:nie....nie musisz...idź spać, nw kiedy wrócę więc się nie martwcie...dobranoc...*wyszła*
W:boicie się trochę o nią?
T:o erę? Nieee...
M:tina no weź...
T:no co?
P:no ja się trochę boję...
M:a może nic jej nie będzie, szła się tylko przewietrzyć...
W:masz rację....dobra dobranoc...coś czuję, że jtr bedzie wspaniały dzień...
*w tym samym czasie Estera*
szła korytarzem...w prawo, w lewo...
E:kurde, chyba się zgubiłam....co za dureń zrobił ten hotel....gdzie moja nawigacja? o lol gdyby taka była dla każdego hotelu......ymmm.... przepraszam *zwraca się do służącego*
S:ymm...tak?
oniemiała bo był niesamowicie przystojny ale czapka zakrywała my kawałek twarzy...
E:gdzie tu jest wyjście?
S:a co wychodzi pani?
E:tak, muszę się przewietrzyć...
S:aha, to tym korytarzem w prawo, później bedzie już recepcja a tam w lewo drzwi...
E:dziękuję bardzo...
S:nie ma sprawy...
estera szła tym korytarzem gdzie służący za nią woła...
E:tak?
S:zapomniałem się zapytać jak ma pani na imię?
E:oh....Estera.
S:a ja mam na imię *ściąga czapkę* Harry...
E:miło mi...
H:mi również...a tak wgl to lubisz 1D?
E:ymmm...a co mam odpowiedziec?
H:no nie wiem....nie krzyczysz i wgl....jesteś ich wgl fanką czy wgl mnie nie kojarzysz?
E:wgl....to cię kojarzę, wgl to jestem ich fanką....i wgl ja ich KOCHAM!
H:to co ty mnie nie poznałaś....
E:nie wgl....hahaha...nie no jasne że cię poznałam, jak mogłabym nie poznac....ale i tak wiem, ze śnię więc nie krzyczę...
H:ty nie śpisz...
E:nie wgl...
H:*w smiech*
E:z czego się smiejesz?
H:zabawna jesteś...
E:o mój boże harry powiedział, że jestem zabawna.....o mój boże gadam z harrym stylesem, o mój boże....muszę iśc na zewnątrz...
H:czemu?
E:bo mi bardzo duszno....*zemdlała*
*godz później*
E:boże gdzie ja jestem, co się stało?
N:zemdlałaś...
E:nie no znowu....kocham te sny ale już się ich boję....
H:ty nie śnisz....zrozum...
E:co?
H:na holu, ty na seri gadałaś ze mną a później zemdlałaś....czemu? czy to ja?
E:nie....nie to nie ty...źle się poczułam i szukałam wyjścia na zewnątrz ale było już za późno...
N:tak apro po to ja...
E:tak wiem kim jesteś...Niall horan...
N:ty harry ona zgadła, skąd wiedziałaś?
E:nie róbcie sobie ze mnie jaj, albo ja śnie i zaraz się obudze a tu się okarze, że to jest dzień komersu albo się zaraz zabiję...
H:albo, to jest prawda i teraz z nami rozmawiasz...
E:no ale jak to możliwe?
N;no ale co?
E:no gadanie z wami...i wgl...to nie jest realne...
H:posłuchaj, zaczepiłaś mnie na holu, myślałaś że jestem służącym, zapytałaś o wyjście i ci je podałem, później cię zaczepiłem  spytałem się o twoje imię, nawet sam ci moje powiedziałem, choć chowałem się w tym stroju przed fankami...nagle zemdlałaś prze de mną, to co miałem cie tam zostawić?
E:ale co wy tu robicie?
N:no a co niby mamy robić? odpoczywamy...
E:na ale tylko wy dwoje?
N:nie....jeszcze reszta też jest ale poszli na kregle...
E:o tej porze?
H:wiesz dopiero jest 20:30
E:no tak ale u nas to już w pół do 22...
N:co?
E:aha....no jestem tu z koleżankami, no i one tak praktycznie już śpią a tak wgl to jesteśmy z Polski i spełniamy nasze marzenia tu w Londynie....jednym właśnie było spotkanie was ale...
H;ale ty już to zrobiłaś?
E:właśnie....to był nasz plan odszukania was jtr....hahah
H;to moze zapoznasz nas z nimi....
E:okey....w pewnym czasie...
H:jak to w pewnym czasie?
E:no....zobaczymy czy mi uwierzą...no to o was....a jak nie to poczekamy pare dni a my wieczorem się bedziemy widywac...
N:okey...
 
__________________________________________________________________________
to była taka pierwsza część prologu, czyli wstępnego opowiadania, jak to się wszystko zaczęło....myślę, że będzie ich góra 3....myślę, że to wam otworzy na wszystko oczy. 
Miłego czytania...xxx



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz