*Pół roku później*
W:No chyba się ze mnie jaja robisz! *krzyczy do Liama*
L:weź wyluzuj dziewczyno...
W:Nie gdzie to jest?
L:no nie wiem!!! *wchodzi Madzia*
M:co tu się znowu dzieje!?
W:weź się spytaj swojego 'ukochanego' chłopaka gdzie podział moją prostownicę!
M:boże wściekasz się o prostownicę?
L:no ale kochanie ja jej nie mam *zwraca się do madzi*
M:po co mu by była twoja prostownica?
W:no wiesz od samości już mu się włosy nie prostują!
M:jak chcesz to możesz wziąść sobie moją...
W:NIE! ja chcę moją!!!
M:gdzie ją dałeś? *zwróciła się do Liama*
L:no nie mam jej *magda puściła oczko* no dobra....jest w łazience... *wiktoria idzie wkurzona do łazienki*
W:ej nie mam jej tam! *wróciła do pokoju a ich już nie było*
*na dole*
M:nie wiem weź z nią pogadaj albo coś bo ja już nie wytrzymuję...*a wiktoria zaczęła podsłuchiwać*
L:no ja też...magda już próbowała pamiętasz, a to na nic!
M:to ty jesteś jej chłopakiem, pogadaj z nią...
Z:ja? to ty jesteś jej przyjaciółką *magda zrobiła jej spojrzenie* no dobra...no a Paulina? *magda dalej patrzyła się swoim spojrzeniem* Estera?
M:no nie przeginaj, jeszcze się pokłócą a ona poroni, chcesz tego?
Z:no nie...dobra pogadam.....
L:to my się lepiej zwijamy...nara stary
*wyszli*
W:wiem co chcesz mi powiedzieć....
Z:nie nie wiesz....
W:wiem...jestem smarkulą, która ciągle krzyczy i ma wszystkich w nosie...
Z:no wiesz....z jednej strony masz rację..
W:co? nie nie nie...ty powinieneś powiedzieć 'kochanie nie masz racji, jesteś wspaniała i wgl'
Z:tak bym powiedział ale...
W:ale....jakie ale?
Z:no takie że nikt z tb już nie wytrzymuje i ja powoli też....
W:że co? czyli co? chcesz ze mną zerwać?
Z:.....
*u Estery*
P:jak się czujesz?
E:dobrze a jak niby bym miała się czuć? *niall ciągle stał przy esterze wpatrując się w nią*
P:no nie wiem, tak się pytam...w końcu powoli powinnaś rodzić...
E:ah...jeszcze spokojnie, na to jeszcze mam czas...
T:no siema...
E;hejka....a gdzie lou?
T:ah on mnie podrzucił i powiedział, że mam was przeprosić ale ma coś ważnego do załatwienia......dobra to mów! chłopiec czy dziewczynka?
*niall spojrzał na Esterę*
N:nie powiemy...
P:co? czemu?
N:bo sami nie wiemy...
T:dlaczego?
N:chcemy mieć niespodziankę....ale mamy imiona przygotowane i do chłopca i dziewczynki...
E:tak, jak będzie chłopczyk to Tobi, a jak dziewczynka to Alice...
P:aww...sweetaśne...
N:estera coś się dzieje? bardzo zbladłaś...
E:aaaaa.....
N:co jest!?
E:dzwoń po louisa albo harrego!
P:ja zadzwonie *dzwoni po harrego* [...] nie odbiera!
N:dzwoń po louisa!!
P:[...] hallo louis?
Lo:tak? no hej!
P:ruszaj się! trzeba zawieść esterę do szpitala!
Lo:co? co się stało?
P:nie ma czasu! ruszaj się!
N:kochanie co ci jest?
E:aaa....nw, ja chyba rodzę!
N:co? już? mówiłaś, że to jeszcze nie jest czas...
E:mogłam się aaa....pomylić... gdzie on jest!?
P:już jedzie spokojnie....oddychaj!!!
Lo:jestem! wsiadajcie!
*niall z louisem pomógł esterze wsiąść do samochodu*
T:ja tu zostanę...pójdę powiadomić o tym zayna i wiktorię...
P:a co z resztą?
T:jak ich znajdę to ich powiadomie i przyjedziemy....na wszelki wypadek bądzmy w kątakcie!
*ojechali a tina leciała szybko do domu zayna*
*pięć min później*
T:ej słuchajcie...!
W:Nigdy nie byłam wystarczająco dobra! *i rzuciła w niego porcelanową lampą, która się stłukła*
Z:nie to nie prawda!
W:czyżby na pewno? *rzuciła tym razem wazonem*
T:EJJJJJ!!!!
Z:tina?
W:tina?
T:słuchajcie, estera jechała do szpitala, nw czy was to interesuje ale chyba zaczęła rodzić!
W:co? już? ona chyba jeszcze nie jest na to gotowa!
T:nw ale musimy tam szybko jechać!
*wsiedli do samochody zayna, w tym samym czasie zadzwonili po liama, magdę i harrego, z tego harry dalej nie odbierał więc pojechali sami w piątkę!
*w szpitalu*
W:co już jesteśmy, co jest grane?
P:no nic po prostu, estera rodzi...
M:no ale to chyba poród przedwczesny?
P: tak...niall jest załamany, boi się, że....
Z:nie niech tylko tak nie myśli....
P:louis przy niemu siedzi....i go pociesza, nw zróbcie coś z nim, bo chłopak się załamie....
*liam i zayn tam podchodzą*
Lo:no i pamiętasz jak krzyczałem 'NO jimmy protested!'? albo 'Superman!!' oooo...albo 'KEVIN!' 8niall nie odpowiadał*
Li:siema...*powiedział z niepewnością*
Z:co tam? *niall popatrzył ze złowrogą miną* dobra...
Li:posłuchaj....wszystko będzie dobrze...idz tam może lepiej do niej, czemu tu siedzisz a nie jesześ t...*louis popatrzył na niego i pokręcił przecząco głową*
N:nie rozumiesz!? byłem tam ale mi powiedzieli, że mam wyjść, ponieważ muszą opanować poród! CZY TY WIESZ CO TO OZNACZA!?
Z;stary wszystko...
N:tak wiem, wszystko będzie okej....no a jak nie bedzie to co wtedy?
Z:nie tak się nie stanie!
Lo:posłuchaj nie możesz tak myśleć....kevin był moim przyjacielem i też go straciłem...
Li:louis on jest dalej na twojej półce!
Lo:no wiesz co? ja go próbuję rozbawić a ty co?
Li:rozbawić w taki sposób?
H:co co co się stało? dostałem esa, co jest z Estera? GADAĆ!
P:ona ....
H:wszyscy tu jesteście jakbyście trupa uwidzieli co jest grane? czy ona...? nie....
M:nie wiemy....
H:stary co jest z esterą, byleś tam? *zwraca się do Nialla*
N:ja....ja....ona tam cierpiała, ja to widziałem! ja się tak boję!
H:ja też!!
*wychodzi doktor a niall wyskoczył z krzesła jak burza*
N:co jest? panie doktorze czy ona....*doktor pokręcił przecząco głową*
H:nieeee.....*rozpłakał się tak samo jak niall i powoli pozostali*
Dr:pokręciłem przecząco głową bo wiedziałem co miał pan na myśli....który to mąż?
N:ja!
Dr:ma pan cudowną córeczkę!
N:o boże, a ona żyje?
Dr:tak obie są całe i zdrowe.
H:dzięki bogu!!!!
N:dziękuję!
Lo:mówiłem, że wszystko będzie okey.
N:panie doktorze a czy ja mógłbym je zobaczyć?
Dr:oczywiście...
H:a ja?
Dr:na razie tylko mąż, dobrze?
*niall wszedł do środka*
N:kochanie i co? wiesz jak ja się bałem o ciebie i....naszą córeczkę!?
E:wiesz że ja też.....popatrz...

E:podobna do tatusia....
N:do ciebie również! *pocałował ją mocno*
E:więc mamy już rodzinkę w komplecie...więc nazywa się Alice.
N:a żeby się nam dobrze żyło to....kupiłem nam dom...
E:co zrobiłeś?
N:kupiłem nam dom, byśmy mieli więcej miejsca...
E:ohhh....ale jesteś kochany....
N:zrobiłem zdjęcie patrz...
E:o boże, jest prześliczny! dziękuję *pocałowała go*
* w tym samym czasie na zewnątrz, wiktoria siedziała sama*
Z:wiki ja, ja ciebie strasznie przepraszam...
W:nie no okey, chcesz ze mną zerwać to okey...
Z:nie ja nie chcę!
W:to czemu powiedziałeś...
Z:nie powiedziałem, nie pozwoliłaś dokończyć mi...
W:czyli?
Z:czyli ja cb dalej kocham, tak tą szurniętą dziewczynę co tu siedzi, tylko prosiłem, byś nie zachowywała się tak wobec przyjaciół....
W:ale...
Z:ej...
W:no okey....*pocałował ją*
*nagle wszyscy się zeszli oglądać maleństwo, a pare dni później wrócili do domu*

awww...rozdział przepiękny,aż się popłakałam!!
OdpowiedzUsuńbadzo się cieszę :)
OdpowiedzUsuń